Na połączenie muszą jeszcze zgodzić się udziałowcy obu linii i Komisja Europejska. Potencjalną przeszkodą jest wysoki deficyt dwóch zakładowych funduszy emerytalnych BA, oceniany na 3,7 mld funtów.

Nowa grupa będzie miała nazwę IAG (International Airlines Group), ale obie firmy będą nadal działać samodzielnie pod własnym szyldem. Siedzibą grupy będzie Londyn, a właścicielem 55 proc. udziałów - udziałowcy BA.

Połączenie operacji obu przewoźników zostało wstępnie uzgodnione w listopadzie ub. r. Ma nastąpić do końca br. Komunikat obu linii lotniczych stwierdza, iż transakcja będzie korzystna dla udziałowców, pracowników i klientów.

Szef BA Willie Walsh ocenia, iż IAG będzie dysponować łącznie 419 samolotami obsługującymi ponad 200 tras. Rocznie z jej usług skorzysta ok. 62 mln pasażerów.

Wśród korzyści wskazał m.in. na to, iż obie linie dobrze się uzupełniają. Iberia ma mocną pozycję na trasach do Ameryki Łacińskiej, podczas gdy BA - do USA, Kanady i krajów Zatoki Perskiej. Wspólna operacja wygospodaruje oszczędności w wysokości ok. 400 mln euro rocznie, zaś pasażerowie będą mieli dostęp do większej sieci połączeń.

Obie linie liczą na to, że działając razem lepiej obronią się przed konkurencją niskobudżetowych przewoźników, będą w lepszym położeniu na rynku, który się konsoliduje i skuteczniej stawią czoła europejskim gigantom Air France-KLM oraz Lufthansie.

BA współpracowała z Iberią od czasu, gdy hiszpański przewoźnik został sprywatyzowany w 1999 r. Wówczas to jego brytyjski partner przejął 13-procentowy pakiet udziałów. Obaj przewoźnicy należą do sojuszu linii lotniczych Oneworld.

Zarówno BA, jak i Iberia za obecny rok obrachunkowy najprawdopodobniej będą miały stratę; w przypadku BA zanosi się na to, iż będzie to najwyższa strata od sprywatyzowania linii w 1987 r.

Do IAG może przystać American Airlines, jeśli zgodzą się na to amerykańskie władze nadzorujące cywilny ruch lotniczy. Doniesienia z USA sugerują, iż nad fuzją zastanawiają się również US Airways i United Airlines.