TVP Sport została mocno przetrzebiona, ale przetrwa. Przynajmniej do mistrzostw świata. Oficjalny upadek pierwszego komercyjnego i kodowanego kanału telewizji publicznej odroczono.

Wczoraj zarząd telewizji publicznej debatował m.in. nad sytuacją TVP Sport. Jej obecna sytuacja jest zła. Budżet stacji wynosi blisko 90 mln zł, jest o prawie 70 mln mniejszy niż bardziej dochodowej TVP 2. Szefowie telewizji publicznej rozważali możliwość zamknięcia stacji. Jednak takie rozwiązanie w perspektywie czerwcowych mistrzostw świata w RPA, do których TVP ma wykupione prawa, oraz konieczności wypłacenia odszkodowań za zerwane umowy, choćby z ligą żużlową, byłoby teraz nieopłacalne.

Duże koszta utrzymania

– Środki reklamowe się rozproszyły między wielu sportowych nadawców. Ale walczyliśmy o wolny rynek i teraz trzeba umieć z nim żyć i z niego korzystać – powiedział w rozmowie z DGP były prezes TVP Bogusław Szwedo. – Dzięki Justynie Kowalczyk i Adamowi Małyszowi telewizja publiczna zarobiła. Operacja „igrzyska” zakończyła się na dużym plusie. Być może podobnie będzie z mundialem.

TVP zarobiła na zimowej olimpiadzie, mimo że ta zdaniem fachowców nie była zbyt atrakcyjnie pokazywana. – TVP Sport ma dobrych, rozpoznawalnych reporterów i prezenterów, ale odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach mieliśmy do czynienia z prostym przeniesieniem wydarzeń sportowych na ekran bez profesjonalnej myśli przewodniej – mówi nam Grzegorz Kita, prezes Sport Management.

Jednak nawet jeśli szefostwo TVP Sport dzięki mundialowi zaimponuje swoim przełożonym zyskami (niektóre mecze mistrzostw świata mają być transmitowane tylko na tym kanale), jej dalszy byt jest bardzo niepewny. Zapewne dojdzie do dalszego cięcia kosztów. Zespół stacji, składający się z około 50 osób, musiał pogodzić się z obniżką pensji.

– TVP Sport to odrębny kanał. Jego głównym problemem są duże koszta utrzymania. Licencje też kosztują. Rywalizacja między stacjami, choćby o prawa do pokazywania siatkówki, podniosła ceny praw telewizyjnych do niebotycznych kwot – twierdzi Szwedo. – Do tego doszły mniejsze, niż zakładano, przychody reklamowe.