Większość już działających w naszym kraju biogazowni to dość niestandardowe jak na tę branżę instalacje. Instalowane są na wysypiskach śmieci, a wykorzystują tzw. gaz składowiskowy i osady ściekowe.

Typowych biogazowni, przerabiających odpady rolne i z zakładów, zajmujących się produkcją spożywczą, jest na razie ledwie kilka. Nie mamy ani jednej instalacji biogazowej wykorzystującej rośliny energetyczne, a dopiero rozwój takich obiektów mógłby ulokować Polskę w europejskiej czołówce tej branży.

Na szczęście, stopniowo zaczyna się to zmieniać, bo inwestowaniem w biogazownie w Polsce interesują się już dziesiątki firm. Wśród nich są duże koncerny, m.in. Polska Grupa Energetyczna, Energa, Enea, PGNiG, Krajowa Spółka Cukrowa. Ale i znaczący inwestorzy prywatni: Polski Koncern Mięsny Duda, BBI Zeneris, Biopower (kontrolowany przez izraelskiego biznesmena, Aleksandra Rechtera) czy Agrogaz, której współwłaścicielem jest spółka Jana Kulczyka.

Kto ile zbuduje

Enea już ma w Liszkowie biogazownię o mocy 2,3 MW, którą kupiła właśnie od Agrogazu. Teraz poznański koncern chce nabywać kolejne instalacje tego typu, a niezależnie od tego zbudować 25 biogazowych rolniczych elektrowni we współpracy z Agencją Nieruchomości Rolnych.

Dużo ambitniejsze plany ma gdańska Energia, która do 2020 roku chce mieć kilkaset biogazowni o łącznej mocy 300 MW. Zamierza je budować, tworząc spółki z rolnikami, gminami i zakładami zajmującymi się produkcją spożywczą.

Energę powinna jednak przebić dużo większa od niej Polska Grupa Energetyczna, która w swym giełdowym prospekcie emisyjnym z zeszłego roku zapowiedziała, że tylko do 2012 roku zainwestuje w biogazownie ponad 0,5 mld zł. Na razie wybrała wykonawcę pierwszej instalacji biogazowej w Wojnowie koło Bydgoszczy.

Trzy w jednym

Instalacja biogazowa powstanie przy dużym gospodarstwie rolnym spółki Ziemiopłody. Będzie wykorzystywać gnojowicę, kiszonki z traw i kukurydzy z tego gospodarstwa, a także odpady z należącej do niego gorzelni. Dzięki temu farma będzie miała z głowy problem utylizacji gnojowicy i odpadów z gorzelni, dostanie tanią energię cieplną i dobry nawóz, powstający jako produkt uboczny przy wytwarzaniu biogazu. Zapewni też sobie dodatkowe miejsce zbytu swoich produktów.

Biogazowni opartych na takim modelu współpracy z gospodarstwami rolnymi spółka Bio-Energia ESP – należąca do PGE – chce mieć jak najwięcej. Na początku mają powstać 2–3 instalacje pilotażowe, które posłużą spółce do opracowania własnej technologii. Bio-Energia ESP zamierza też budować większe instalacje. Problemem jest jednak finansowanie. Władze spółki matki, grupy PGE, chciałyby, żeby jej biogazownie miały parametry ekonomiczne nie gorsze niż inwestycje w bloki węglowe i od tego uzależniają zgodę na finansowanie kolejnych biogazowych projektów spółki córki.