W Skandynawii niemal wszystkie nowo budowane domy są wyposażane w rekuperatory. To urządzenie jest także bardzo popularne w Niemczech. Dlaczego? Bo łączy ono kilka zalet. Polacy ogarnięci chęcią oszczędzania na rachunkach za ogrzewanie od ładnych paru lat uszczelniają swe domy i mieszkania jak się da. Pół biedy, jeśli położą na ściany styropian. Gorzej, gdy wymienią okna na nowe i superszczelne. Rachunki za ogrzewanie wprawdzie spadną, ale w takim domu czy mieszkaniu, wyposażonym tylko w wentylację grawitacyjną, robi się zbyt duszno i wilgotno.

Samo się nie wywietrzy

Po pierwsze, sama wentylacja grawitacyjna nie zapewnia wystarczającej wymiany powietrza w uszczelnionym budynku. Po drugie, taka wentylacja zwykle wadliwie funkcjonuje. Dlaczego? Aby zasysała powietrze, musi ono do wnętrza mieszkania skądś wpadać, bo dopiero wtedy tworzy się tak zwany ciąg. Zazwyczaj wpada przez nieszczelności przy oknach czy drzwiach. Jeśli je wyeliminujemy albo zmniejszymy do minimum, wentylacja grawitacyjna przestaje prawidłowo działać. Efekt jest taki, że w mieszkaniu jest za mało tlenu, co skutkuje u domowników mniejszą zdolnością koncentracji, zmęczeniem, bólami głowy. Z powodu zbyt dużej wilgotności powietrza, na oknach od wewnątrz i na ścianach i skrapla się woda, co grozi zagrzybieniem. Najczęściej stosowany na to sposób to częste wietrzenie, ale wtedy nici z oszczędności na ogrzewaniu.