Spora część inwestorów żyje w poszukiwaniu śladów. Śladów końca bessy. Kilka powszechnie znanych to interpretacja stanu ducha analityków i uczestników rynku. Z grubsza rzecz ujmując, chodzi o sytuację, gdy wszyscy są przekonani o nieuchronności bessy.

Przez wiele miesięcy powtarzano, że spadki na giełdzie są tylko nic nieznaczącą korektą w długoterminowych wzrostach. W pewnym momencie nastąpiła zmiana nastawienia. Zaczynają przeważać komentarze pesymistyczne. Coraz mniej jest prognoz mówiących o tym, że bessa szybko się zakończy. Niemniej jednak pojawiają się sygnały optymistyczne - na przykład plan naprawczy Paulsona, który ma wyciągnąć amerykańskie instytucje finansowe z kłopotów.

Zasadnicze pytanie - czy tak uważają wszyscy. Pewnym błędem jest kierowanie się materiałami w gazetach. Dziennikarze generalnie mają tendencję do wybierania rozmówców według klucza, który udowadnia ich tezę. Dotyczy to zarówno hossy, jak i bessy. W czasie ostatniej fazy hossy nie dzwoni się do czarnowidzów, zaś podczas przedłużającej się bessy optymiści stają się mało wiarygodni. Stąd w tej chwili widzimy w tekstach przewagę pesymistów. A to nie oznacza wcale, że optymistów nie ma. Oni są. Widać to szczególnie w momentach, gdy rynek odrobinę choć odbija do góry. Wystarczy jeden dzień zwyżki w USA lub (jeszcze bardziej) na GPW, by na forach pojawiało się więcej wpisów, w komentarzach buchał optymizm, że oto już koniec. Naśmiewanie się z frajerów, którzy nie zdążyli kupić w samym dołku. Taka sytuacja przynajmniej w przeszłości przy znaczących falach spadkowych nie sygnalizowała końca spadków.

Ów koniec następował dopiero wtedy, gdy z komentarzy, analiz i prognoz wynikało, że inwestorzy osiągnęli stan umysłu Kłapouchego (Nie dziw się, jeżeli jutro spadnie porządny grad, rozszaleje się zamieć i licho wie co. To, że dziś jest ładnie, jeszcze nic nie znaczy. To jest zaledwie jakiś ślad pogody - mówił Kłapouchy).

Każda - nawet najsilniejsza zwyżka - traktowana wówczas jest z niedowierzaniem. Zaś myśli o zakończeniu bessy kwitowane są stwierdzeniem: na pewno się nie uda. Czy tym razem będzie podobnie? Zobaczymy, za kilka tygodni, miesięcy...