Dealerzy, a także producenci części zamiennych protestują nie dlatego, że Bruksela chce wprowadzić specjalne obostrzenia wobec nich, ale dlatego, że chce poddać rynek motoryzacyjny takim samym prawom jak inne działy gospodarki. Chodzi o zaproponowane przez Komisję Europejską w grudniu zniesienie rozporządzenia GVO.

Akt prawny, który obowiązywał przez osiem lat, regulował stosunki pomiędzy dealerami, producentami części i samochodów. Obejmowało ono takie sprawy jak klauzula lokalizacji, ale też bardziej powszechne jak sprzedaż wielu marek przez dealera czy też używanie w autoryzowanych stacjach obsługi pojazdów tańszych części zamiennych zamiast tych dostarczanych tam przez koncerny motoryzacyjne.

– Zniesienie rozporządzenia skazuje nas ponownie na dyktat koncernów motoryzacyjnych – mówi Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Według niego propozycja Komisji nie ma żadnych plusów.

Wczoraj ZDS wysłał do Brukseli oficjalny protest w sprawie wprowadzenia zmian w prawie motoryzacyjnym.

A to dopiero początek. Podobne listy mają wkrótce przesłać również inne europejskie organizacje dealerskie.

Zresztą planom Brukseli sprzeciwiają się także producenci i dystrybutorzy części zamiennych.

– Rozwiązania prawne muszą zapewnić nieograniczony dostęp do produktów pochodzących od niezależnych producentów części – podkreśla Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych.

Według niego jest to możliwe wyłącznie w sytuacji utrzymania konkurencji między niezależnymi firmami i segmentem autoryzowanym przez koncerny samochodowe.

To dlatego potrzebna jest specjalna regulacja, która uniemożliwi koncernom motoryzacyjnym zdominowanie rynku.

Więcej: Wielomarkowe salony aut mogą zniknąć