Większość banków udzielając kredytu na zakup mieszkania, domaga się cesji z polisy na życie lub, jeśli klient jej nie ma, proponują wykupienie takiego ubezpieczenia.

– Ubezpieczenia oferowane przez banki są przeważnie tańsze niż te dostępne na rynku – mówi Piotr Krawczyński z Domu Kredytowego Notus.

Pożytek dla klienta i banku

Najczęściej banki akceptują wcześniej zawarte ubezpieczenia na życie. Może jednak istnieć potrzeba doubezpieczenia się, jeśli wysokość kredytu przekracza wartość posiadanej polisy. Kredytodawcy nie akceptują polis grupowych (ubezpieczeń na życie, wykupowanych przez pracodawców).

Nie brakuje jednak banków, które nie są zainteresowane ubezpieczeniem na życie swoich klientów.

– Zabezpieczeniem kredytu hipotecznego jest nieruchomość, więc nie widzimy potrzeby, by żądać wykupienia dodatkowej polisy na życie – mówi Łukasz Piasta z DnB Nord.

Instytucje finansowe, w których jest obowiązek wykupienia polisy, oceniają sytuację zupełnie inaczej. Według nich ubezpieczenie na życie jest korzystne nie tylko dla banku, ale też dla kredytobiorcy.

– W razie śmierci kredytobiorcy zadłużenie zostanie całkowicie lub częściowo spłacone przez ubezpieczyciela, a spadkobiercy mogą nadal mieszkać. Z punktu widzenia banku to pomaga uniknąć egzekucji – mówi Agnieszka Nachyła z Millennium.

Najczęściej obowiązek wykupienia polisy zależy od wieku kredytobiorcy. W Banku Pocztowym, BOŚ, BZ WBK i Pekao Bank Hipoteczny ubezpieczenie na życie jest obowiązkowe, jeśli w momencie planowanego zakończenia spłaty pożyczki, kredytobiorca będzie miał więcej niż 70 lat. W niektórych bankach ta granica jest nieco niższa. Są też instytucje finansowe, które przy każdym kredycie hipotecznym domagają się ubezpieczenia na życie. Tak jest w mBanku i Millennium.

– Bank wymaga ubezpieczenia na sumę nie niższą od kwoty kredytu, a suma ubezpieczenia dzielona jest na wszystkich kredytobiorców, proporcjonalnie do ich dochodów – mówi Agnieszka Nachyła.

Najczęściej obowiązek posiadania ubezpieczenia spoczywa na jedynym żywicielu rodziny. Za taką osobę może być też uznana osoba, której dochody wyraźnie dominują w rodzinnym budżecie.