Nowy rozkład jazdy pociągów, który zacznie obowiązywać 13 grudnia, to dla pasażerów prawdziwa rewolucja. Z rozkładów znikną pociągi pospieszne i część ekspresów, a w ich miejsce pojawią się Tanie Linie Kolejowe – najliczniejsza pod względem pociągów marka PKP Intercity. Pociągi TLK mają zadowolić pasażera, który przy wyborze przewoźnika kieruje się przede wszystkim ceną biletu.

Drugą marką, którą spółka chce rozwijać, jest Express Intercity. Nowe ekspresy będą przeznaczone dla klientów bardziej ceniących sobie wygodę podróży i czas przejazdu niż oszczędności na bilecie.

Od 1 stycznia spółka będzie wprowadzać tzw. kolorowe bilety, którymi oznakowane będą poszczególne oferty promocyjne. Fioletowe będą obowiązywać na najpopularniejszych trasach, np. z Warszawy do Krakowa. Potanieją o 35 proc. Bilety szare to oferta na przejazd powrotny, który potanieje o 20 proc. Przewoźnik zapowiedział także, że 25. dnia każdego miesiąca będzie ogłaszał pulę biletów czerwonych, nawet o 60 proc. tańszych. W ciągu dwóch lat ma się zmienić wygląd pociągów TLK. Nowe wagony 1 klasy będą pomarańczowo-żółte, a w składach 2 klasy będzie przeważał niebieski.

W odpowiedzi na ofertę Intercity spółka Przewozy Regionalne zapowiada zwiększenie liczby pociągów InterRegio z 60 do 100. W rozkładzie zimowym przybędzie ich kilkanaście.

Jacek Prześluga, były prezes Intercity, który pomagał w przygotowaniu nowej oferty, ostro atakuje Przewozy Regionalne za to, że walcząc o przychody z biletów, stosują chwyty poniżej pasa.

– Puszczają pociągi na kilka minut przed odjazdem składu Intercity na tej samej trasie. To kolejowy kanibalizm. Od tego nie przybywa pasażerów – mówi Jacek Prześluga.

Tak jest np. w Przemyślu, z którego pociąg do Poznania wyrusza 4 minuty przed składem Intercity. Podobnie jest w przypadku porannego połączenia Warszawa–Kraków i Poznań–Warszawa.