Do sprzedaży monet kolekcjonerskich NBP stworzył specjalny system – Kolekcjoner. Ma on zlikwidować kolejki przed oddziałami w dniu emisji nowych monet.

Ceny pod kontrolą

Najważniejsza nowość: NBP nie będzie ustalał cen sprzedaży. Te ustalą sami kolekcjonerzy w trakcie licytacji, choć będą one musiały się mieścić w widełkach podanych przez NBP. Będą obowiązywać limity dla poszczególnych grup inwestorów. Klienci indywidualni będą mogli kupować maksymalnie pięć sztuk z jednej serii. Firmy do 5 tys. Jeśli popyt przewyższy podaż, zapisy będą redukowane.

– Doszliśmy do wniosku, że nie sprawdzają się obecne zasady ustalania cen monet i podziału nakładów pomiędzy poszczególnych uczestników rynku numizmatycznego. W ostatnich latach zrodziły one masę patologii i wykreowały rzeszę spekulantów, a to wszystko negatywnie odbiło się i na firmach numizmatycznych i na kolekcjonerach – mówi Jacek Polkowski z NBP.

Jednak pomysł NBP wśród kolekcjonerów nie wywołał euforii. Ciągle nie wiedzą, jak będzie wyglądał przydział licytowanych monet.

– To nie będzie aukcja sensu stricto, bo każdy uczestnik ma licytować w ciemno, nie widząc innych ofert. Jedynym punktem odniesienia będzie minimalna i maksymalna cena podana przez NBP oraz zdrowy rozsądek. Nie są jeszcze jasne zasady przydziału kupionych monet i sposobu redukcji zapisów. Z opinii naszych klientów i forumowiczów wynika, że w pierwszych miesiącach przyszłego roku na rynku może zapanować chaos – mówi Filip Fertner, szef portalu emonety.pl.