Od początku roku wartość udzielonych kredytów z dopłatą wyniosła 4,4 mld zł. Zdaniem ekspertów program jest skuteczny i Ministerstwo Infrastruktury niepotrzebnie chce go zmienić.
Publikacja: 3 listopada 2009, 03:00 Aktualizacja: 3 listopada 2009, 13:32
Ministerstwo Infrastruktury chce, by system dopłat do kredytów mieszkaniowych zastąpić mechanizmem pomocy dla deweloperów, którzy korzystaliby z gwarancji państwa na kredyty budowlane.
– Jeśli budżet będzie gwarantował kredyty dla deweloperów, to inwestycje mieszkaniowe rzeczywiście mogą ruszyć. Jednak trzeba pamiętać, że gwarancje dla deweloperów będą kosztowały wielokrotnie więcej niż dopłaty do kredytów. Aby udzielać gwarancji, trzeba utworzyć specjalny fundusz lub stworzyć rezerwę budżetową – mówi Ryszard Matkowski, były wiceprezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast.
Eksperci podkreślają, że z punktu widzenia państwa program Rodzina na swoim w obecnym kształcie nie jest drogi. W tym roku dopłaty do kredytów mieszkaniowych udzielonych w całym okresie jego funkcjonowania wyniosą 108 mln zł. Dzięki temu 35,6 tys. osób wzięło w bankach kredyty hipoteczne na 5,7 mld zł. Tylko w tym roku (według danych z końca października) banki udzieliły 4,4 mld zł kredytów z dopłatami. Kosztowało to budżet państwa 54,7 mln zł, a pożyczki dostało prawie 25,5 tys. osób. Zestawiając to z liczbą mieszkań oddanych w tym roku do użytku (do końca sierpnia prawie 115 tys.), okazuje się, że prawie co czwarte mieszkanie mogło być kupione za pożyczkę z dopłatą.
– W czasie kryzysu na rynku nieruchomości ten program ratował sytuację – mówi Maciej Dymkowski z redNet Property Group.
Deweloperzy także nie wypowiadają się dobrze o nowych propozycjach ministerstwa. Wielu z nich rozpoczęło nowe inwestycje, starając się dostosować do limitów obowiązujących w programie. Teraz obawiają się, że nowe kredyty z dopłatą nie będą udzielane.
– To wygląda, jakby ktoś chciał zniszczyć program, który przyzwoicie działa. Wiele osób zainteresowanych kupnem mieszkania wypadnie z tego programu, bo nie spełni nowych wymagań – dodaje Jacek Kaliszuk, dyrektor ds. realizacyjnych Polnordu.
1: bubel z IP: 91.212.223.* (2009-11-03 09:49)
"Eksperci podkreślają, że zapowiedź zmian w Rodzinie na swoim może spowodować krótkotrwałe ożywienie na rynku, bo wiele osób będzie się starało uzyskać kredyt z dopłatą jeszcze na starych zasadach.
– To napędzi sprzedaż tylko w krótkim okresie poprzedzającym wprowadzenie zmiany – mówi Jacek Kaliszuk."
Ja bym powiedział że będzie na odwrót. Banki zablokowały kredyty więc kupujących nadal będzie mało. Za to sprzedawcy na rynku wtórnym uświadomią sobie że to ostatni moment żeby sprzedać po wyższej cenie więc podaż drastycznie wzrośnie. Ceny będą spadać a nie będzie komu łapać spadającego noża. Później z kolei deweloperzy będą mieli ogromną konkurencję ze strony rynku wtórnego.
Rodzina na swoim jest programem promującym chorą sytuację na rynku nieruchomości. Bańka musi kiedyś pęknąć.
2: bubel z IP: 91.212.223.* (2009-11-03 11:23)
"Eksperci podkreślają, że z punktu widzenia państwa program Rodzina na swoim w obecnym kształcie nie jest drogi. W tym roku dopłaty do kredytów mieszkaniowych udzielonych w całym okresie jego funkcjonowania wyniosą 108 mln zł."
To koszt tylko tego roku. I to nawet nie całego roku tylko końcówki kiedy te kredyty stały się trochę bardziej popularne. Te 108 mln trzeba będzie znowu wydać w przyszłym roku. Do tego dojdą nowe kredyty. Co roku pomoc będzie rosła o nowe kredyty + plus te z poprzednich lat. Parę lat i uzbiera się miliard. Wcale bym się nie zdziwił gdyby BGK specjalnie zwlekał z udzielaniem kredytów żeby tylko dotrwać bezpiecznie do nowelizacji ustawy.
3: obywatel z IP: 80.55.176.* (2009-11-03 16:32)
...no i w czym problem...tyle kosztują rządowe limuzyny...
4: poszukiwaczka.in z IP: 77.112.91.* (2009-11-05 21:01)
No cóż, wydawanie państwowych pieniędzy kiedyś musi się skończyć - od nowelizacji pewnie lepsza byłaby likwidacja programu ;-)
___
kalkulator zdolności kredytowej https://www.invigo.pl/kredyty_hipoteczne_przez_internet_i_telefon.html

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu





