Spotkanie, na którym miała się zdecydować przyszłość Przewozów Regionalnych, zakończyło się kłótnią o pieniądze. Do Ministerstwa Infrastruktury przyjechali marszałkowie, do których należy spółka oraz władze PKP. Oficjalnie uczestnicy narady nie chcieli dzielić się szczegółami. Z informacji DGP wynika jednak, że ponad 4-godzinna dyskusja nie przebiegała w przyjaznej atmosferze. PKP PR poprosiły o umorzenie części długów spółki, twierdząc, że są one wynikiem fatalnie przeprowadzonej reformy. Długi PKP PR na rzecz spółek z grupy PKP wynoszą już ok. 360 mln zł.

Według naszego informatora ministerstwo odpowiedziało: nie. Ponadto domaga się uregulowania bieżących rachunków, m.in. 37 mln zł dla PKP Polskich Linii Kolejowych za dostęp do torów.

Kłopoty z płynnością finansową PKP PR zaczęły się w ubiegłym tygodniu, kiedy to komornik zajął konta przewoźnika, żeby zabezpieczyć roszczenie spółki PKP Intercity. Spółka domaga się zapłaty 89 mln zł. Dług narósł, bo samorządowa spółka nie przekazywała Intercity należności za sprzedaż jego biletów.

Jak twierdzi Tomasz Moraczewski, prezes PKP PR, jego spółka zaczęła wychodzić na prostą m.in. dzięki pociągom Interregio, czyli tanim połączeniom między dużymi miastami. Ich uruchomienie uderzyło jednak w Intercity, odbierając część klientów i przychodów.

Jeśli PKP PR nie zaczną spłacać długów, spółce grozi zerwanie ugody restrukturyzacyjnej, regulującej dawne długi spółki powstałe w latach 2001–2004. Do 30 listopada musi zapłacić 75 mln zł. Jeśli tego nie zrobi, do zapłaty będzie niemal 1,5 mld zł. Jeśli do tego dojdzie, pociągi PKP PR mogą nie wyjechać na tory.