Za pośrednictwem agentów wielu touroperatorów sprzedaje nawet do 100 proc. imprez. W tym roku jednak agenci stali się problemem dla wielu biur. Nie regulują na czas płatności za sprzedane wycieczki. Zaległości względem biur podróży wynoszą od kilku do kilkudziesięciu tys. zł.

Jak zauważa Piotr Czorniej z Exim Tours od sierpnia lawinowo zamykają się biura agencyjne. Bywa że upada ich nawet 10 dziennie. Zbankrutowała m.in. sieć pośredników turystycznych Call & Go, która swoje punkty otwierała w centrach handlowych Tesco.

– W tej chwili mamy kilku dłużników, ale na szczęście ich zadłużenie wynosi zaledwie kilkadziesiąt tysięcy złotych, co przy skali naszej działalności jest kwotą nieznaczną – mówi Jacek Dąbrowski, dyrektor finansowy i ds. relacji inwestorskich w Triadzie.

Dłużników ma także TUI, które wymaga od agentów, by przesyłali otrzymane od klientów pieniądze w tydzień, po tym, jak do nich dotrą. Niestety nie uchroniło to biura przed nieterminowymi płatnościami z ich strony. TUI przyznaje, że obecnie agenci zalegają przynajmniej na kilka tys. zł.

Agenci winą za ten stan rzeczy obarczają biura podróży, które ich zdaniem zwlekają z wypłatą należnej prowizji za sprzedaż wycieczek.

Prawda jest też taka, że wielu agentów poczyniło spore inwestycje na fali hossy na rynku turystycznym. Teraz mają trudności ze spłatą zobowiązań, na przykład w postaci kredytów.