Stacje benzynowe z województw graniczących z krajami Unii, głównie Niemcami, ale także z Litwą, Czechami i Słowacją, podnoszą ceny paliw o kilka groszy na litrze. Właściciele korzystają na tym, że u nas paliwa należą obecnie do najtańszych w całej UE. Od kilku miesięcy intensywnie rozwija się tzw. turystyka paliwowa.

– Na rodzime stacje w województwach przygranicznych masowo przyjeżdżają zagraniczni klienci. Przede wszystkim są to poszukujący tańszego paliwa Niemcy i Litwini – mówi Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Traci na tym lokalna społeczność – np. kierowcy z woj. lubuskiego, zachodniopomorskiego czy warmińsko-mazurskiego za autogaz muszą płacić o 11 gr/l więcej niż ci z Wielkopolski czy Podkarpacia. W Lubuskiem czy Opolskiem benzyna jest o 10 gr/l droższa niż w woj. kujawsko-pomorskim czy lubelskim. Najdroższy olej napędowy też jest w Lubuskiem – różnica na litrze w stosunku do cen np. w Łódzkiem sięga 7 gr.

Powodów do narzekań nie mają jednak obywatele UE z sąsiadujących z nami państw. Paliwo w Polsce wciąż jest dla nich znacznie tańsze niż w ich kraju. Za ON płacimy średnio 3,69 zł/l za benzynę – 4,33 zł/l. Tymczasem paliwa te w Niemczech kosztują odpowiednio o 81 gr i 1,02 zł/l więcej, zaś na Słowacji o prawie 1 zł oraz 66 gr/l. Drożej jest także w Czechach – według analityków e-petrolu za diesla kierowcy płacą tam 60 gr/l więcej, a za benzynę – o 41 gr. Tylko Litwini mogą poszczycić się tańszym o 8 gr/l niż w Polsce olejem napędowym. Benzynę mają już jednak droższą średnio o 64 gr/l.

Miesięcznie w kieszeni Niemca bądź Słowaka, który odwiedza nasze stacje, zostaje równowartość 180–300 zł.