Jeśli bank żąda spełnienia warunków, z którymi się nie zgadzamy, warto zapłacić, ale potem odwołać się od decyzji. Najczęściej, jeśli klient złoży reklamację, odzyskuje niesłusznie pobrane pieniądze.
Publikacja: 4 września 2009, 03:00 Aktualizacja: 4 września 2009, 10:36
Banki chcą poprawić swoją sytuację finansową, stosując niezbyt uczciwe metody polegające na narzuceniu klientowi dodatkowych opłat. Próbują w ten sposób ratować zyski. W I półroczu zysk netto całego sektora bankowego wyniósł 4,3 mld zł, czyli o ponad 50 proc. mniej niż przed rokiem.
– Chciałem zwiększyć wartość kredytu i wydłużyć termin spłaty. Nie ma problemu z moją zdolnością kredytową i wartością zabezpieczenia. Bank zażądał podpisania dwóch aneksów. Nie pamiętam, czy składałem dwa wnioski o aneks, czy jeden, ale było to podczas jednej wizyty w banku – mówi pan Tomasz, klient GE Money Banku.
Zaproponowano mu, by podpisał jeden aneks dotyczący wydłużenia terminu spłaty, a drugi skutkujący zwiększeniem wartości kredytu. Za pierwszy trzeba zapłacić około 175 zł, za zwiększenie kwoty kredytu ponad 330 zł.
Z takimi sytuacjami możemy się spotkać w innych bankach.
– Bywa to efekt procedur i tego, że aneksy do umów są przygotowywane w różnych departamentach banku. Jeśli nas spotka coś takiego, to nie można się poddawać – radzi Paweł Majtkowski z Finamo.
Jeśli zależy nam na kredycie, to warto podpisać aneksy, zapłacić i później złożyć reklamację.
– Jeśli rzeczywiście zostały niezasadnie naliczone dwie opłaty, jedna z nich powinna zostać anulowana – mówi Katarzyna Ewert z GE Money Banku.
– Nie należy machać ręką na 100 czy 200 zł. Jeśli banki zobaczą, że klienci nie upominają się o swoje pieniądze, to chętniej będą tworzyć takie procedury – mówi Paweł Majtkowski.
Nie ma przepisu, który w takiej sytuacji nakazywałby podpisanie tylko jednego aneksu.
– Aneks czy aneksy do umowy kredytowej to dobrowolna umowa między bankiem i kredytobiorcą – mówi Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Eksperci wskazują też inne sposoby sięgania do kieszeni klientów banków. Gdy kredytobiorca czeka na wpis do księgi hipotecznej, płaci wyższą marżę lub ubezpieczenie kredytu.
– Na wydanie dokumentów potrzebnych do złożenia wniosku o wpis w księdze hipotecznej przy inwestycji deweloperskiej mBank daje sobie 30 dni (w innych bankach wystarcza tydzień). Jeśli wpis pojawił się w księdze, to musi minąć pełen miesiąc rozliczeniowy, by zwiększona marża nie została pobrana. Nawet przez dwa miesiące koszt obsługi kredytu może być wyższy – mówi Mateusz Ostrowski z Open Finance.
W DomBanku wyższa składka płacona jest z góry na określony czas. Jeśli w tym okresie kredytobiorca nie dostarczy zaświadczenia z sądu, kredyt jest automatycznie ubezpieczany na kolejne dziewięć miesięcy.
– Jeśli kredytobiorca planuje, że w ciągu pół roku uzyska wpis do hipoteki, a pojawi się on po siedmiu miesiącach, to musi płacić wyższą prowizję z ubezpieczeniem przez 15 miesięcy – dodaje Mateusz Ostrowski.
Nieprawidłowości dotyczą także spłaty kart kredytowych.
– Część banków niezgodnie z prawem nalicza nie tylko wyższe odsetki, ale także dodatkowe opłaty za spóźnienie ze spłatą, m.in. MultiBank i GE Money. Pieniądze można odzyskać, składając reklamację – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.
PRAKTYKI STOSOWANE PRZEZ BANKI PRZY KREDYTACH
● Bank wymusza podpisanie dwóch aneksów do umowy, np. jeden zwiększa wartość kredytu, a drugi wydłuża termin spłaty.
● Poprzez procedury biurokratyczne bank maksymalnie wydłuża okres, w którym musimy płacić dodatkowe ubezpieczenie kredytu, czekając na wpis w księdze hipotecznej.
● Bank zniechęca do zmiany waluty, w jakiej spłacamy kredyt poprzez procentowe określenie, w stosunku do wartości kredytu, opłaty za aneks do umowy kredytowej.
● Przy opóźnieniu w spłacie karty kredytowej część banków pobiera nie tylko karne odsetki, ale też prowizje.
● Banki komplikują procedury likwidacji konta – np. można to zrobić tylko w tym oddziale, w którym zostało ono założone.
1: klient GE Money Banku z IP: 85.222.112.* (2009-09-04 18:55)
GE Money Bank potrafi naliczyć kolejną składkę za ochronę ubezpieczeniową pomimo złożenia w terminach umownych zarówno nową polisę u innego ubezpieczyciela, jak również cesję z tej polisy.
Składane reklamacje nie przynoszą efektu gdyż GE twierdzi, że na umowie cesji (która jest pomiędzy Bankiem a kredytobiorcą) nie ma podpisu i pieczęci ubezpieczyciela... a tym samym ubezpieczyciel nie dowiedział się o przelewie wierzytelności z polisy.
Nie bierze pod uwagę faktu, że w samej polisie wskazana jest informacja o cesji na rzecz Banku, żąda przedstawienia podpisu pod dokumentem - to jest paranoja.
No i nieruchomość objęta jest ochroną w dwóch towarzystwach.
Banki na różne sposoby chcą zapełnić swoją kasę nienależnymi im opłatami, nie licząc się ani z klientem, ani z umowami (nie respektując ich postanowień). Szkoda tylko, że nie biorą pod uwagę swojej reputacji - w moich oczach GE Money Bank bardzo straciło. I jak nie rozpatrywałem refinansowania, tak ta sytuacja zaczęła dawać mi do myślenia
2: koordynator OIUGZ z IP: 89.25.159.* (2009-09-05 05:15)
Tyle, ze ile mozna walczyc... takie grzyby sa na kazdym kroku - z reklamodawca, oferentem serwisu przetargi, zlecenioodawca, dostawca itd...w polsce to regula - ten lepszy kto lepiej naciaga - ot kultura

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu






