Wciąż możemy liczyć na import gazu z Norwegii, choć projekt Skanled, czyli budowa rurociągu, którym do Polski miałby być transportowany norweski gaz, został wstrzymany. Eksperci podkreślają, że można uruchomić dostawy niemieckimi gazociągami.

– Surowiec byłby dostarczany w ten sposób do Czech, a nawet dalej, do Słowacji. Z jednego z tych krajów mógłby trafiać do Polski. Trzeba tylko porozumieć się w tej sprawie z dostawcami i wybudować połączenie z czeską bądź słowacką siecią przesyłową – mówi Andrzej Sikora, dyrektor Instytutu Studiów Energetycznych (ISE).

Uruchomienie tzw. interkonektorów łączących polski system gazociągów z systemem naszych sąsiadów nie jest problemem. Nad taką inwestycją pracuje Gaz-System. Andrzej Sikora twierdzi, że budowę łącznika można sfinalizować w dwa i pół roku. Gaz z Norwegii mógłby zostać przesłany do Polski w 2012 roku, a zatem na dwa lata przed planowanym uruchomieniem świnoujskiego terminalu LNG.

Dostawy norweskiego gazu do naszych południowych sąsiadów nie są niczym nowym.

– Sprawdziły się one już w czasie ostatniego, styczniowego kryzysu gazowego – twierdzi Andrzej Sikora.

Wówczas niemiecki koncern RWE przesyłał na Słowację prawie 4 mln m sześc. surowca dziennie (w ciągu roku daje to 1,4 mld m sześc., a więc 10 proc. naszych potrzeb). Dziś wciąż dostarcza tak 10–15 proc. potrzebnego Słowakom paliwa. Polska mogłaby sprowadzać w ten sposób początkowo 2,5 mld m. sześc. rocznie – taką przepustowość ma mieć bowiem interkonektor, który połączy nas z gazociągiem w Czechach lub na Słowacji. W przyszłym roku jego budowę planuje Gaz-System. Za pośrednictwem tego łącznika za około cztery lata mamy otrzymywać też 1 mld m sześc. gazu z hubu w austriackim Baumgarten. Zawieszony w kwietniu projekt Skanled miał zapewnić Polsce 3 mld m sześc. gazu rocznie.