Konsorcjum Polskie Sieci Morskie (KPSM) przygotowuje się do budowy podmorskich sieci elektroenergetycznych. System ma mieć 500–700 km długości, a ich wybudowanie ma umożliwić odbiór prądu z farm wiatrowych na Bałtyku, a także połączyć Polskę z Danią, Szwecją i Niemcami.

– Pod koniec sierpnia przedstawimy projekt w Ministerstwie Gospodarki. Chcemy, żeby program budowy sieci morskich stał się częścią polityki energetycznej – mówi Bogdan Gutkowski, prezes AOS z Gdańska, który reprezentuje Konsorcjum Polskie Sieci Morskie.

Konsorcjum tworzą AOS z Gdańska, Eltel Olsztyn oraz Energoprojekt Kraków. Firma chciałaby również budować projektowaną sieć. Jej przedstawiciele nie chcą na razie oceniać kosztów projektu, bo ich nie szacowali. Inwestycja, która umożliwiałaby jedynie przesył prądu z morskich farm do Polski, byłaby warta setki milionów euro. KPSM ocenia, że farmy, których potencjał szacowany jest na 8 tys. MW, będą potrzebowały około 200 km sieci. Jeden kilometr kabla podmorskiego kosztuje około 2 mln euro.

Brak podmorskich sieci jest to niejedyna bariera powstawania farm wiatrowych na Bałtyku.

– Całe wybrzeże Bałtyku zostało objęte systemem ochrony przyrody Natura 2000 i systemem opłat za pozwolenia lokalizacyjne – mówi Maciej Stryjecki, szef firmy doradczej SKonsulting i pełnomocnik PGE do spraw morskich farm wiatrowych.

Ochronie ekologicznej podlegają wody w odległości do 12 mil morskich od brzegu. Jednocześnie te wody są pozajmowane przez szlaki żeglugowe, poligony lub łowiska. Ministerstwo Infrastruktury ocenia, że na obszarze około 90 proc. wód terytorialnych nie da się budować elektrowni. Na pozostałych 10 proc. tak, ale po uzyskaniu pozytywnych opinii aż sześciu innych ministerstw.

– Z góry zakładamy, że farmy powstaną poza obszarami chronionymi programem Natura 2000. Nie chcemy konfliktów ekologicznych ani skarg, że komuś przeszkadza widok wiatraków z brzegu – mówi Bogdan Gutkowski.

Budową farm na morzu zainteresowana jest PGE. Chce wybudować farmy o mocy do 1000 MW, wstępnie wybrała trzy lokalizacje. Gdyby dzisiaj chciała zacząć badania dna morskiego pod farmę 500 MW, to za pozwolenie lokalizacyjne musiałaby zapłacić około 60 mln zł. SKonsulting złożył w sejmowej Komisji Przyjazne Państwo projekt zmiany przepisów. Chce, żeby za pozwolenie lokalizacyjne płacić najpierw 10 proc. jego wartości, kolejne 30 proc. po uzyskaniu pozwolenia na budowę, a resztę po uruchomieniu wiatraków. Pokonanie barier prawnych, przygotowanie projektów i same inwestycje, które trwają sześć, siedem lat pozwalają szacować, że pierwsze farmy na Bałtyku ruszą za około dziesięć lat.