Po kilka latach wzrostu sprzedaży browary czekają teraz trudniejsze czasy. Polacy wypiją w tym roku mniej piwa niż rok temu, a niewiele wskazuje, by sytuacja miała zmienić się na lepsze w przyszłym roku. Producenci już szykują się więc do wzmożonej walki o klienta. Zaostrzoną konkurencję widać było już w II kwartale oraz w lipcu i sierpniu, kiedy browary zwiększyły wydatki na reklamę. Stawką jest utrzymanie klientów i obecnych udziałów w rynku, więc działania reklamowe jeszcze się nasilą, więcej będzie promocji, a także nowych pomysłów na dystrybucję i opakowania.

Brak słońca, brak pieniędzy

Latem browary generują nawet 60 proc. rocznego obrotu.

– Gdy jest dobra pogoda, ludzie sięgają po piwo. Gdy jej nie ma, wybierają wódkę. W tym roku wódka wygrywa – mówi GP menedżer z polskiego browaru.

Tylko w I półroczu rynek skurczył się o około 7 proc.

– Istnieje obawa, że 2009 rok zakończy się spadkiem od 6 do 10 proc. – szacuje Christopher Barrow, prezes Grupy Żywiec, producenta takich marek jak Żywiec i Warka.

Kiepska pogoda to jednak nie koniec problemów. Innym jest wzrost cen piwa, co zniechęca klientów. Browary przekonują, że podniosły ceny, bo nie miały innego wyjścia. Z jednej strony zmusił je do tego kryzys, który wywindował koszty – m.in. za sprawą słabego złotego. Z drugiej – wzrosła akcyza.

Chociaż raz w czołówce

W ubiegłym roku roczne spożycie piwa na głowę Polaka wzrosło do 93 litrów, co stawia nasz kraj w czołówce Europy. Niektórzy producenci boją się, że oznacza to nasycenie rynku, a tym samym konieczność podbierania sobie klientów.

Paweł Kwiatkowski, rzecznik Kompanii Piwowarskiej, producenta Lecha, Tyskiego i Żubra, wierzy, że Polacy w spożyciu piwa mogą dogonić Niemców, którzy piją rocznie 110 litrów na głowę, i zbliżyć się do Czechów, którzy wypijają rocznie aż 160 litrów.

– Po kryzysie rynek znowu się odbije, ale osiągnięcie wzrostu nie będzie już tak proste jak kiedyś i trzeba liczyć się z tym, że coraz częściej odbywać się będzie kosztem konkurencji – mówi Paweł Kwiatkowski.