Rysuje się przed nami czarny scenariusz. Fiasko dotychczasowych negocjacji rządowych z Rosją w sprawie dostaw brakujących ilości gazu do Polski może spowodować, że już tej zimy będzie jego niedobór. Janusz Kowalski, ekspert rynku, były członek zespołu ds. dywersyfikacji nośników energii w Ministerstwie Gospodarki (MG), nie ma wątpliwości.

– Sytuacja jest kryzysowa. Ograniczenie dostaw dla odbiorców przemysłowych jest pewne – przekonuje.

Według niego – jeśli nie uda się pozyskać 2,3 mld m sześc., które nie docierają do Polski od początku tego roku – zakłady chemiczne i naftowe dostaną od Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) mniej zakontraktowanego surowca. Dotyczy to przede wszystkim zakładów azotowych w Puławach, Kędzierzynie, Tarnowie oraz zakładów chemicznych w Policach i Polskiego Koncernu Naftowego.

– Sytuacja rzeczywiście jest dramatyczna, ale taki scenariusz przedstawiałem już kilka miesięcy temu. Nie zrobiono nic, by jej zapobiec. Może zabraknąć ponad 1 mld m sześc. Zapasy, które PGNiG gromadzi od czerwca, niczego nie zmienią, bo służą one do łatania braków w dostawach gazu, które mamy od początku roku – twierdzi Przemysław Wipler, dyrektor generalny Instytutu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem teraz trzeba jakoś umiejętnie podzielić się tym deficytem.

– Chodzi o to, by w sytuacji spowolnienia gospodarczego i fatalnej kondycji przedsiębiorstw chemicznych i petrochemicznych, jak najmniej odczuły one braki surowca – tłumaczy.

Będzie to jednak trudne. W zakładach chemicznych i naftowych produkcja oparta jest bowiem o gaz ziemny.

– Choć klienci indywidualni nie są zagrożeni wstrzymaniem dostaw gazu do swoich domów, to i tak wszyscy odczujemy skutki jego braku. Wstrzymanie dostaw do dużych odbiorców przemysłowych będzie miało bowiem bardzo negatywne skutki dla całej gospodarki – przyznaje Janusz Kowalski.

Według ekspertów PGNiG powinno zatem jak najszybciej wysyłać informacje o planowanym zmniejszeniu dostaw i renegocjować umowy z klientami przemysłowymi. Jak poinformował nas Grzegorz Kulik z ZA Puławy, spółka nie otrzymała od PGNiG żadnego zawiadomienia w tej sprawie. Podobnie zresztą pozostałe zakłady.

– Jeszcze nie wysyłaliśmy go. Dokładamy starań, aby ostatecznie porozumieć się z partnerem rosyjskim – wyjaśnia Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG.

W tej chwili Polska nie ma możliwości zastąpienia brakujących dostaw ze Wschodu surowcem z alternatywnego kierunku. Problem z dywersyfikacją będzie rozwiązany dopiero za pięć lat, kiedy uruchomiony zostanie terminal LNG. W poniedziałek Waldemar Pawlak na antenie radia TOK FM ostrzegł, że – jeśli nie nastąpi porozumienie w zakresie dostaw ze stroną rosyjską w ramach porozumienia rządowego – niedobory gazu ze Wschodu mogą występować więc nawet do 2014 roku, czyli do czasu, gdy do Świnoujścia przypłyną pierwsze statki z katarskim LNG.

W NEGOCJACJACH Z ROSJANAMI SĄ RÓŻNICE ZDAŃ

Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, na antenie radia TOK FM powiedział o dotychczasowym braku porozumienia z Rosją w sprawie dostaw gazu po 2010 roku:

– W trakcie negocjacji (z Rosjanami – red.) zarysowały się różnice stanowisk w istotnych kwestiach. Może być tak, że od początku przyszłego roku będzie problem ze zbilansowaniem dostaw gazu (do Polski – red.). Dzisiaj sytuacja wskazuje jednoznacznie na potrzebę rozważenia działań o charakterze kryzysowym.

92 proc. gazu ziemnego sprowadzanego do Polski stanowi surowiec importowany ze Wschodu