Myślę o rezygnacji ze stanowiska – powiedział GP Mariusz Swora, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, ale powodów nie podał.

Według naszych informacji przyczyną możliwej rezygnacji Mariusza Swory może być to, że źle układa się współpraca regulatora z Ministerstwem Gospodarki, którego szef nadzoruje pracę prezesa URE. Chodzi o to, że kolejne pomysły prezesa Swory, jak objęcie ochroną ubogich odbiorców prądu przez system opieki społecznej czy zwiększenie uprawnień URE, nie znajdowały poparcia w ministerstwie. Gdy się okazało, że na wniosek resortu wypadły z projektu nowelizacji prawa energetycznego uprawnienia wzmacniające pozycję regulatora – miał mieć m.in. prawo ustalania maksymalnej ceny sprzedaży prądu – Mariusz Swora nie krył rozczarowania.

Mówił wtedy tak:

– Pozycję regulatora określa zestaw kompetencji i prawne gwarancje niezależności. Mówiłem o tym od początku sprawowania swojej funkcji. To nie jest przejaw wybujałych ambicji, to postulaty, które wymagają realizacji z punktu widzenia dalszego rozwoju rynku i interesu publicznego. Wizja regulatora rynku bez tych kompetencji i bez formalnych gwarancji niezależności nie jest moją wizją.

I faktycznie, chociaż bezskutecznie, od objęcia stanowiska w listopadzie 2007 r. zabiegał o przywrócenie kadencyjności prezesa URE. Do jej skasowania doprowadził rząd Jarosława Kaczyńskiego, który powołał Mariusza Sworę na szefa URE. Jego poprzednik Adam Szafrański tuż przed odwołaniem uwolnił ceny prądu. Mariusz Swora utrzymał tę decyzję w odniesieniu do cen dla przemysłu, ale przywrócił kontrolę nad cenami dla gospodarstw domowych.