Pierwszy w tym roku przetarg na sprzedaż prądu prowadziła PGE Electra, spółka zależna Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), która zajmuje się handlem hurtowym. Na wyniki czekano z niecierpliwością, bo PGE to jedyna polska grupa, która więcej prądu produkuje, niż sprzedaje własnym klientom i sprzedaje nadwyżki w przetargu. Jednocześnie to firma, bez której produkcji nie da się zbilansować podaży i popytu prądu w Polsce. Na sprzedaż wystawiono 300 MW (to 3,5 proc. prądu zużytego w Polsce w całym I półroczu). W przetargu wzięło udziału 14 firm, a zgłoszony popyt ponadtrzykrotnie przekroczył wielkość oferty.

– Średnia cena sprzedaży wyniosła prawie 192 zł za 1 MWh. Przetarg nie spowodował zawirowań na rynku, bo przed nim ceny kształtowały się na poziomie 194–195 zł, a po nim utrzymują się w podobnych granicach – mówi Tomasz Lender, dyrektor Departamentu Obrotu Energią w Tauron Polska Energia.

Ceny uzyskane przez PGE Electra są na poziomie oferowanych w październiku 2008 r. na ten rok. Sprzedawcy nie chcą jednak na tej podstawie wyciągać wniosków na temat cen detalicznych na przyszły rok.

Przetarg pokazał , że kryzys finansowy negatywnie odbije się na cenach detalicznych prądu. Sprzedawca zażądał od kupujących wysokich zabezpieczeń finansowych – gwarancji zapłaty ceny brutto za dostawę prądu przez 35 dni plus równowartość netto 15 proc. energii planowanej do dostarczenia w 2010 roku. Takich wymagań w ubiegłym roku nie było.

– To zmiana zasad prowadzenia przetargów niekorzystna dla odbiorców, bo koszty zabezpieczeń finansowych wpłyną na wzrost hurtowych cen energii na dalszym etapie sprzedaży prądu – mówi dyrektor Tomasz Lender.

Według ocen specjalistów z powodu tych kosztów 1 MWh zdrożeje o 3–5 zł.

– Myślę, że podobne zjawisko będziemy obserwować po wprowadzeniu obowiązkowego obrotu energią na giełdzie, gdyż samo przystąpienie do giełdy wymaga od uczestnika wpłaty środków na fundusz gwarancyjny, a wszelkie transakcje terminowe wymuszają dodatkowe wpłaty środków do depozytu – dodaje Tomasz Lender.