W nadchodzącym sezonie zimowym zagraniczne wycieczki będą droższe średnio o 3–5 proc. niż przed rokiem. To mniej niż wynikałoby z podwyżek kursów walut obcych, które zdrożały o 30–40 proc.

– Z drugiej jednak strony z racji kryzysu hotelarze znacznie obniżają ceny zakwaterowania. Przed koniecznością większych podwyżek ratują nas też niższe ceny paliwa – wyjaśnia Magda Plutecka-Dydoń z Neckermanna.

Warto zaznaczyć, że touroperatorom udało się obronić kilka kierunków przed wzrostem cen. Co więcej, są one tańsze niż przed rokiem.

– Taniej o około 10 proc. oferujemy wycieczki na wyspy Lanzarote i Fuerteventura. Oprócz tego na niezmienionym poziomie utrzymaliśmy ceny wyjazdów do Kenii i na Sri Lankę – informuje Piotr Henicz, dyrektor ds. sprzedaży w Itace.

Dodaje, że na tydzień do Kenii można już wyjechać za 3,5 tys. zł od osoby, a na Sri Lankę za 4 tys. zł.

Niższe ceny na niektórych kierunkach udało się zapewnić również biurom podróży Triada oraz Rainbow Tours, z którym w tym roku do Tajlandii można polecieć za 5,6 tys. zł. Rok temu cena wynosiła 6 tys. zł.

– Wśród kierunków tańszych niż przed rokiem mamy Kubę. Cena wycieczki spadła o 3–4 proc. Natomiast wyloty na Sri Lankę czy Cypr utrzymaliśmy na podobnym poziomie – mówi Jacek Dąbrowski, dyrektor finansowy i ds. relacji inwestorskich w Triadzie.

Niższe ceny to efekt udanych renegocjacji umów z liniami lotniczymi. Do tego, co ciekawe, nie z liniami specjalizującymi się w przelotach czarterowych, ale rejsowych, na które w tym roku postawiła duża część touroperatorów.

– Można było u nich wynegocjować bardzo korzystne ceny. Do tego zapewniają one klientom większą elastyczność, którzy w egzotyczne kierunki mogą wyjechać nie tylko jak dotychczas na 7 i 14 dni, ale też na 10, czy 20 dni – wyjaśnia przedstawiciel Rainbow Tours.

Biura podróży zapewniają, że nieco wyższe niż przed rokiem średnie ceny zimowych wyjazdów nie zrażają klientów. Ich sprzedaż jest wręcz lepsza niż w 2008 roku.

– Notujemy na razie sprzedaż wyższą o 11 proc. niż rok temu – mówi Jacek Dąbrowski.