Ekonomiści: szukanie 10 mld zł dochodów z Narodowego Banku Polskiego to zabieg księgowy. NBP powinien utworzyć rezerwę na ryzyko kursowe, skoro złoty ma się umacniać. Jest za wcześnie, by w pełni oszacować tegoroczny zysk banku centralnego.
Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, bardzo sceptycznie oceniają rządowy pomysł zasypania dziury budżetowej zyskami z NBP. Wątpliwości budzi nie tylko plan wypłaty aż 10 mld zł (NBP w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie wypłacił jednorazowo nawet połowy takiej kwoty), ale też sposób prowadzenia debaty w tej sprawie.
Eksperci przypominają, że NBP osiąga zysk z inwestowania rezerw walutowych, ale również z operacji, które przeprowadza z krajowymi bankami. Problem polega na tym, że zdecydowana większość jego aktywów wyrażona jest w walutach obcych. Natomiast część pasywna – zobowiązania NBP wobec innych podmiotów – jest w złotych. By bilans się zgadzał, złotowa wycena aktywów nie powinna być mniejsza niż pasywa. Jeśli jest mniejsza, bo złoty się umocnił wobec innych walut, wówczas NBP ma stratę. W przeciwnym razie wykazuje zysk.
Aby uniknąć negatywnych skutków zmian kursu złotego, bank centralny tworzy księgową rezerwę na ten cel. Zmniejsza ona ryzyko straty w przyszłości – ale też ogranicza bieżący zysk, który NBP z mocy ustawy musi wypłacać do budżetu. Z komunikatu Ministerstwa Finansów wynika, że rząd chciałby, aby ta rezerwa była mniejsza lub wcale jej nie było. Z kolei komunikaty NBP wskazują na to, że bank centralny nie spodziewa się żadnych zysków w tym roku.
Nasi rozmówcy wskazują, że gdyby bank centralny został zmuszony do wypłaty zysku i nie utworzył rezerwy, naraziłby się na duże ryzyko wygenerowania strat w kolejnych latach. Tymczasem w piątek pojawił się pomysł, by zysk z banku centralnego wyciągnąć choćby siłą.
– Rozmawialiśmy z prezydentem również o tym, że jeżeli nawet nie uda się nam przekonać prezesa Skrzypka i te pieniądze podatników schowa przed nimi, to spróbujemy drogą ustawową umożliwić przekazanie zysku do budżetu – powiedział TVN24 Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera.
Według Krzysztofa Rybińskiego, partnera w Ernst & Young, byłego wiceprezesa NBP, byłby to zamach na niezależność banku centralnego.
– Musimy mieć bufor, który zabezpiecza nas przed ryzykiem kursowym. Nie wyobrażam sobie uchwalenia takiej ustawy. Reakcja Europejskiego Banku Centralnego z pewnością byłaby negatywna. Odradzam wszystkim, którzy mają takie myśli, żeby stosować rozwiązania siłowe. To może się skończyć utratą wiarygodności kraju – mówi Krzysztof Rybiński.
Ekonomista przypomina, że to nie pierwsza próba polityków sięgnięcia po rezerwy NBP.
– Za czasów Andrzeja Leppera były próby odebrania rezerwy rewaluacyjnej. Co by było dziś, gdyby się wtedy udało? Strata NBP w 2007 roku nie wyniosłaby 12 mld zł, tylko 50 mld zł. A to by pewnie wzbudziło poważne zaniepokojenie EBC, Komisji Europejskiej i inwestorów zagranicznych, bo bank z tak dużą stratą nie mógłby normalnie funkcjonować – mówi Krzysztof Rybiński.
Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas, przyznaje, że pomysł rządu nieco przypomina sprawę rezerwy rewaluacyjnej.
– Poza tym to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Szacowanie dziś zysku za cały rok nie ma sensu, gdy istnieje duże ryzyko fluktuacji kursu walutowego – mówi.
OPINIA
HALINA WASILEWSKA-TRENKNER
z Rady Polityki Pieniężnej, była wiceminister finansów
Gdy NBP ma zysk, musi podzielić się nim z budżetem – to działa automatycznie i wynika z przepisów prawa. Pytanie tylko, czy NBP będzie miał tak duże zyski w tym roku, jak spodziewa się tego rząd. Zwykle, pisząc projekt ustawy budżetowej, rząd opiera się na szacunkach całorocznych wyników, tworzonych przez sam bank centralny po zamknięciu I półrocza. Potem w trakcie prac nad budżetem w tej części często robione są korekty, zdarza się, że już na etapie prac w parlamencie. To wynika przede wszystkim ze zmiany sytuacji na rynkach finansowych. NBP odgrywa bowiem rolę inwestora lokującego rezerwy dewizowe – oczywiście w granicach przewidzianych prawem. Na tym inwestowaniu zazwyczaj osiąga zysk. Jednak rezerwy wyrażone są w walutach obcych i złocie – więc zmiany kursowe powodują księgowe zmiany wartości rezerw i przychodów z ich inwestowania. To zabieg księgowy, ale pomniejsza lub powiększa on wynik banku. Jeśli jest silna deprecjacja złotego, to teoretycznie zarabiamy, przy aprecjacji tracimy – ale to jest operacja o charakterze księgowym. Nie wiemy, jak będzie w tym roku. Poczekajmy na bilans po I półroczu. Sytuacja rynkowa jest tak niepewna, że wszystko może się jeszcze wiele razy zmienić.
1: bulba z IP: 79.184.62.* (2009-07-13 11:23)
Jak widać Tusk z trudem , dochodzi do poziomu Leppera. Ten już kilka lat temu głosił takie genialne pomysły.
- Donald Dyzma jednak się rozwija !
-Żaden ekonomista nie może wyliczyć zysku NBP na koniec roku 2009 , a tu proszę geniusz !
-Proponuje podwyższyć podatki głupawym lemongom którzy głosowali na PO .
2: Bogumił Ciborowski z IP: 83.15.92.* (2009-07-13 14:26)
Rząd mógłby skorzystać z rezerwy walutowej NBP (powinien się tym zainteresować Komitet Stabilności Finansowej) nieco ją zmniejszając. Mając zobowiązania międzynarodowe, budżet państwa zakupuje dewizy po aktualnym kursie, a może i powinien uzyskać je przy zastosowanaiu kursu minimalnego. Powstałą różnicę kursową w złotych budżet przeznaczyłby na cele państwa. Technicznym sposobem przeprowadzenia takiej operacji mógłby zając się wydział stabilności finansowej dep. rozwoju rynku finansowego MF we współpracy z opowiednimi komórkamai banku centralnego.
Zauważmy, że państwo to nie jest zwykły obywatel RP (czy firma) trzymający swoje rezerwy w walucie innej niż PLN, zainteresowany wyłącznie tą walutą bez względu na wahania kursowe. Operacji takiej nie powinno się jednak przeprowadzać w nieskończoność, a tylko incydentalnie.
3: WOLNY z IP: 195.242.183.* (2009-07-13 15:55)
Bogumił - daj spokój to za mądre - bulba Cię nie zrozumie ... jemu podobni też. Ich nie interesuje szukanie rozwiązań a losy kraju mają w ... ich zdaniem najbardziej patriotycznym czynem jest walka z PO.
Gdyby obecny rząd posłuchał ich ideologicznych idoli i "pompował w gospodarkę pieniądze" dziś deficyt byłby 2x wyższy ale o to przecież chodzi ... można fajnie pokrytykować ...
Pewnie, że sytuacja jest wyjątkowa i wszystkie rządy na świecie sięgają po wyjątkowe rozwiązania - nie praktykowane w czasach stabilnego wzrostu ale nasz prezydent nie pozwoli na żaden krok ratujący przed nadmiernym deficytem - jako prawdziwy patriota wie przecież że im gorzej tym lepiej !
4: bulba z IP: 79.184.62.* (2009-07-13 16:58)
do wolnego -Transfer ok.10 mld zysku wypracowanego przez NBP do budżetu oznacza ok.10 mld mniej na obronę zŁotowki czy też na pożyczki dla innych banków , a wiec ok.10 mld mniej na rynku kredytowym dla firm i konsumentów.
-Wynik będzie taki- dożynanie gospodarki. Wyszedł Lapper z Tuska. ..razem ze słomą z butów.
A szef gabinetu politycznego premiera S.Nowak uważa, że N B P może w tym roku nie przekazywać swoich nadwyżek finansowych na rezerwę ryzyka
kursowego, tylko wykazać je jako zysk, który mógłby zasilić budżet państwa."
POtrzeba jeszcze raz przełożyc z polskiego na platformreski ?
5: Mic z IP: 77.254.88.* (2009-07-13 21:41)
Duch Leppera, jak widać, unosi się nad PO. Gdyby mi to ktoś rok temu powiedział, to wysłał bym go do psychiatry.
6: WOLNY z IP: 95.49.122.* (2009-07-13 22:46)
do 4 - bulbusiu drogi - nawet nie wiesz jak się cieszę kiedy PISbolszewicy zaczynają myśleć i zamiast rymowanek na poziomie wiejskich odpustów lub kibolskich przyśpiewek pojawiają się argumenty! wow to już coś... tak to można nawet podyskutować!
zysk z NBP w 95% ustawowo powinien być przekazywany do budżetu. w 2008 roku zastosowano wyjątkowy mechanizm na bazie którego przekazano również zysk zrealizowany na rezerwę .
wystarczy więc powrót do normalnych zasad - no chyba że NBP postanowi zastosować kreatywną księgowość by nie wykazać zysku.
Poza tym nikt nie twierdzi, że to rozwiązanie jest cudowne i będzie miało same plusy. Rzecz w tym że jest tylko kilka alternatyw - jeśli nie przekazanie zysku NBP - to podwyżka podatków lub pozostawienie dziury budżetowej - co bardziej "dorżnie" gospodarkę - tu można podyskutować.
można też jak nasz prezydent po prostu mówić "nie"
obniżka wydatków - NIE!
zysk z NBP - NIE!
zmiana podatków też - NIE!
niesamowity patriota - niech się kraj stoczy może od tego PO spadnie z 5%
7: Marcin z IP: 213.156.100.* (2009-07-14 00:16)
Kolego Wolny... szokuje mnie Twoje podejście. Przypomnij sobie, kto miał "pełne szafy ustaw" przed wyborami i kto miał zamiar zmniejszyć biurokrację (która pożera lwią część naszego budżetu)? Dlaczegóż to Płemieł Thusk nie zrealizował żadnego ze swych rzekomm cudownych pomysłów?
A co do naszego Prezydenta... cóż. Odpowiem Ci, że On po prostu zamierza wybrać mniejsze zło dla Polski. Każde z tych rozwiązań ma swoje minusy i plusy, kwestia tylko, ile czego...

Nowe obowiązki nałożone na deweloperów, między innymi konieczność publikacji prospektów sprzedawanych inwestycji, nie są na tyle wymagające finansowo, aby przełożyły się na ceny.

Akcje Facebooka tracą na wartości. Drugiego dnia handlu cena spadła poniżej ceny emisyjnej. »




