Jeszcze w połowie lipca uwagę inwestorów i analityków zaprzątała bijąca rekordy cena ropy. Teraz, po znaczącym spadku cen surowców, skupiają się na danych o stanie gospodarki za granicą i w Polsce oraz ich wpływie na wyniki spółek giełdowych. W najbliższych kwartałach będzie to jeden z głównych czynników kształtujących nastroje na rynku. I chociaż ostatnie informacje o wysokości PKB w USA i Polsce były znacznie lepsze od oczekiwań, to zbyt mało, aby wywołać trwały wzrost cen akcji.

- Inwestorzy na razie będą ignorowali dobre krajowe dane makro i czekali na ich potwierdzenie w następnych kwartałach - mówi Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Specjaliści nie są jednak zgodni co do wpływu oczekiwanego spowolnienia gospodarki na giełdę. Zdaniem Tomasza Leśniewskiego z DM BZ WBK zachowanie indeksów wyprzedza wydarzenia ekonomiczne i wycena papierów na GPW już uwzględnia spowolnienie. Inni spodziewają się, że WIG i WIG20, mogą stracić jeszcze kilkanaście procent. Obecnie WIG20 oscyluje wokół 2600 pkt a WIG 40 000 pkt.

- Optymalny moment do zakupu akcji będzie się przesuwał na początek 2009 r., kiedy wieści z gospodarki powinny być najgorsze. Koniec aktualnej bessy powinien nastąpić w styczniu na poziomie ok. 34 000 punktów dla WIG - mówi Wojciech Białek, analityk SEB TFI.

Rynek czeka na Skarb Państwa

Słabość giełdy wyrażają też obroty. Najbardziej ucierpiały małe i średnie spółki, których indeksy straciły w tym roku po ok. 40 proc., a obroty akcjami spółek z mWIG40 i sWIG80 spadły o 60 proc. w porównaniu z 2007 rokiem. Mirosław Saj ocenia, że siłą napędową rynku wciąż będą inwestorzy krajowi, chociaż oni również nie są zbyt skłonni do zakupów. TFI borykają się z brakiem środków na zakupy, a ich klienci nadal wycofują więcej pieniędzy, niż wpłacają.

Większym zakupom na GPW mogą sprzyjać tylko zapowiadane przez resort Skarbu Państwa na przełom 2008 i 2009 roku oferty sprzedaży akcji spółek energetycznych. Ich wartość sięgnie kilku miliardów złotych.

Jeśli instytucje nie wydadzą na ich akcje wszystkich środków, to to, co zostanie, najprawdopodobniej przeznaczą na kupno papierów innych spółek. Takie debiuty przyciągną m.in. dużych inwestorów zagranicznych. Chociaż maklerzy sygnalizują, że w ciągu ostatnich kilku tygodni stali się oni bardziej aktywni, to ich inwestycje nie dają raczej podstaw do mówienia o trwałym powrocie zagranicy na warszawski parkiet.

- Sadzę, że są to w dużym stopniu pieniądze spekulacyjne - mówi Emil Onyszczuk, makler DI BRE.

Zarząd GPW liczy, że inwestorzy będą bardziej skłonni do handlu po przedłużeniu sesji. Od wczoraj transakcje na rynku akcji można zawierać już od godz. 9.00, a nie jak wcześniej od 9.30.

Najpierw banki

Zdaniem analityków na oczekiwanych dalszych spadkach cen surowców, szczególnie po zakończeniu sezonu huraganów, skorzystają najpierw kursy notowanych za granicą instytucji finansowych, a wraz z nimi polskie banki.

Na odbicie najdłużej poczekają małe i średnie spółki, w których kursy uderzył mocny złoty, i wyprzedaż akcji przez TFI. Tym firmom będzie sprzyjało osłabienie polskiego złotego.

- Widać potencjał, jeżeli chodzi o wyceny ich papierów, ale kolejna hossa na akcjach małych i średnich spółek będzie startowała stopniowo mniej więcej od I kwartału - dodaje Wojciech Białek.

OPINIA

MARIUSZ STANISZEWSKI

prezes Noble Funds TFI

Nie wszyscy inwestorzy mają świadomość, że gospodarka USA, europejska i polska muszą trochę spowolnić, a zyski spółek nie będą rosły zgodnie z ich oczekiwaniami. Kiedy to dotrze do inwestorów, ceny akcji na GPW w ostatnich miesiącach roku mogą jeszcze spaść. Jeżeli ten czynnik nie został jeszcze do końca uwzględniony, indeksy mogą stracić jeszcze ok. 10 proc. Z ok. 50-proc. prawdopodobieństwem obstawiałbym, że na koniec roku notowania indeksów utrzymają się na poziomach podobnych do obecnych, na 25 proc. oceniam szanse wyjścia powyżej, a na 25 proc., że znajdą się niżej. Do pojawienia się większej dawki optymizmu na rynku wystarczy, aby jeszcze trochę spadły ceny surowców, a ceny nieruchomości w USA znalazły się blisko dna. Niekorzystnie na rynek mogą wpłynąć odpisy w światowych instytucjach finansowych i ewentualne bankructwa.