Minęło I półrocze od początku bessy i wybuchu kryzysu subprime za Oceanem, w którym główne indeksy GPW wyszły na plus. WIG zyskał 11,7 proc., a WIG20 wzrósł o ponad 4 proc. Najlepiej sobie radził indeks małych spółek sWIG80, który wzrósł o 36 proc. Tuż za nim uplasował się indeks średnich spółek mWIG40 z rezultatem 17,1 proc. Również indeks rynku alternatywnego NCIndeks zyskał w tym okresie 4,3 proc.

Najlepszą branżą półrocza okazał się sektor spożywczy, który zyskał 69 proc. Tuż za nim uplasował się sektor deweloperski (62 proc.). Najgorzej radziły sobie sektor bankowy, który spadł o 15 proc., i telekomunikacyjny (-7 proc.).

Ze spółek wchodzących w skład WIG20 najlepszy okazał się KGMH – wzrost o 190 proc. Jednak z całego rynku najlepszym wzrostem mogła pochwalić się spółka Immoeast ze wzrostem o 319 proc.

Minione półrocze dzieliło się na dwa okresy, tak diametralnie różne pod względem koniunktury giełdowej i nastrojów panujących na parkiecie.W pierwszym, od początku roku do połowy lutego, przez warszawską giełdę przetoczyła się fala wyprzedaży spowodowana głównie przez czynniki zewnętrzne. Dominowały nastroje pesymistyczne co do dalszej koniunktury giełdowej oraz strach przed dalszymi silnymi spadkami cen akcji. Rynek osiągnął swoje twarde dno od początku trwania bessy. Indeksy osiągnęły swoje minimum 17 lutego, spadając do poziomu odpowiednio WIG20 – 1327,6 pkt oraz WIG – 21 274,3 pkt. Oznaczało to spadek od początku roku WIG20 o 25,8 proc., a WIG o 21,9 proc.

W drugim okresie, trwającym od 17 lutego do końca czerwca, GPW weszła w czteromiesięczny trend wzrostowy. Po gwałtownej wyprzedaży z początku roku, rynek odreagował gwałtownie, przełamując poziom 1900 pkt na WIG20 oraz 30 000 pkt na indeksie szerokiego rynku WIG. Pokonanie tych poziomów oznaczało wygenerowanie średnioterminowego sygnału kupna i w opinii rynku mogło oznaczać potwierdzenie końca bessy. Indeksy osiągnęły tegoroczne maksyma 12 czerwca – WIG20 – 2041,3 pkt, a WIG – 32362,7 pkt. Oznaczało to wzrost od dna bessy w lutym odpowiednio o 40 proc. i 43 proc.

Tak silne wzrosty, z którymi mieliśmy do czynienia w czasie czteromiesięcznej minihossy, są nie do utrzymania w długim terminie. Dlatego przed inwestorami w najbliższym czasie stoi nie lada dylemat. Czy zapoczątkowany trend wzrostowy będzie kontynuowany, czy też należy spodziewać się realizacji zysków. Osobiście uważam, że bez poprawy wyników finansowych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie, o znaczące dalsze wzrosty może być trudno, tym bardziej że weszliśmy już w okres wakacyjny.