Na rynku kapitałowym zwykło się uważać, że status spółki giełdowej nobilituje oraz jest gwarancją wysokiej kultury korporacyjnej. Zdecydowana większość spółek notowanych na GPW przynajmniej stara się tę opinię potwierdzać. Nie brak jednak firm, które nigdy nie powinny uzyskać godła spółki giełdowej, ich postępowanie stanowi antyreklamę giełdowych standardów.

Najświeższym przykładem jest kaliski Wistil. W piątek odbyło się WZA tej spółki. Liczne, negatywne głosy płynące od akcjonariuszy mniejszościowych skłoniły do udziału w tym walnym Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII). Powodem niezadowolenia inwestorów są horrendalne wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej, przy jednoczesnych fatalnych wynikach finansowych spółki. Wynagrodzenia te sięgnęły w 2007 roku 19,4 mln zł, z czego ponad 15 mln zł stanowiło wynagrodzenie zarządu. Strata Wistilu wyniosła ponad 17 mln zł. Zarządy o wiele większych, a przede wszystkim rentownych instytucji zarabiają zbliżone bądź nawet mniejsze pieniądze (np. Pekao 18,8 mln, ING 14,7 mln, Handlowy 13,8 mln).

Po Wistilu, który nie przyjął znacznej części zasad kodeksu dobrych praktyk, trudno oczekiwać choćby minimalnej przyzwoitości. Główni akcjonariusze - rodzina Kwietniów - którzy kontrolują około 90 proc. kapitału zakładowego, postanowili uczynić ze spółki prywatny folwark. Mimo złożenia do spółki w dniu 21 sierpnia świadectwa depozytowego - na 8 dni przed NWZA, reprezentant SII nie został wpuszczony na walne pod pretekstem niedotrzymania terminu. Przedstawiciel Stowarzyszenia wystąpił więc do zarządu Wistilu z wnioskiem o możliwość uczestnictwa w walnym zgromadzeniu w roli obserwatora. Niestety ten wniosek też nie znalazł uznania w oczach prezesa Wistilu.

Nasuwają się samoistnie wnioski, jaka jest intencja działania głównego akcjonariusza kaliskiej spółki. Szkoda, że zarządu, rady nadzorczej, a jednocześnie głównych akcjonariuszy nie stać na to, by ogłosić wezwanie na pozostałe akcje i dać możliwość wyjścia z inwestycji pozostałym osobom. Wtedy niech rodzina Kwietniów ustala sobie wynagrodzenia wyższe nawet od tych rekordowych w skali światowej. Ktoś może powiedzieć, że to peryferie rynku, może i tak. Jednak wszyscy wiemy, jak łyżka dziegciu może popsuć smak w całym garncu miodu. Cały rynek - emitenci, inwestorzy, instytucje infrastrukturalne - nie powinien być obojętny na takie praktyki. Należy robić wszystko, by takie podmioty nie miały prawa nazywać się spółką giełdową.