Z najnowszego raportu Weather Risk Management Association wynika, że najczęściej z derywatów pogodowych korzystają firmy z branży energetycznej. Dzięki nim mają pewność, że bez względu na to, czy zima będzie ciepła, czy nie, osiągną założone przychody. Po prostu, jeśli sprzedaż energii będzie niższa ze względu na łagodną zimę, ubezpieczyciel zrekompensuje różnicę. W Polsce mamy póki co tylko jeden przykład zawarcia takiej umowy (przez Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja), ale pośrednicy liczą, że firmy będą chętniej korzystały z takiej możliwości uniezależnienia swoich przychodów od wpływu warunków pogodowych.

– Mam nadzieję, że w tym roku dopniemy kontrakt z innym podmiotem z tej branży – mówi Juliusz Preś, dyrektor departamentu ds. zarządzania ryzykiem pogodowym z firmy Consus, która oferuje na naszym rynku produkty m.in. Galileo Weather Risk Management Ltd.

Niestety, to instrument dostępny raczej dla dużych podmiotów, ze względu na koszty.

– Samo pozyskanie informacji z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej z ostatnich 20–30 lat, potrzebnych do oceny ryzyka, kosztuje 4–6 tys. euro – mówi Juliusz Preś.

Do tego dochodzą koszty monitoringu takiej umowy i sama składka, która w zależności od rodzaju umowy sięga 10–30 proc. sumy ubezpieczenia, czyli kwoty, jaką ma wypłacić ubezpieczyciel.

– Najdroższe są derywaty typu put, które przewidują tylko wypłatę dla klienta np. w razie zbyt niskiej czy zbyt wysokiej temperatury – stawka to 20–30 proc. – mówi Juliusz Preś.

Tańsze (bo kosztują 10–12 proc.) i częściej stosowane derywaty typu collar.

– Przy takich umowach, jeśli np. przychody elektrociepłowni są wyższe z powodu surowej zimy, to płaci ona dodatkową składkę ubezpieczycielowi. Jeśli zima jest łagodna – płaci ubezpieczyciel – mówi Przemysław Konopka.

Niestety, stosunkowo trudno jest ubezpieczyć się na wypadek opadów deszczu.

– To efekt tego, że opady mają charakter lokalny. W danym miejscu możemy mieć deszcz nawalny, a kilometr dalej spadnie kilka kropli – mówi Juliusz Preś.

Ponieważ w Polsce stacje pomiarowe Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej są rozmieszczone mniej więcej co 50 km, trudno z nich korzystać przy ocenie rozmiarów opadów w danym miejscu.

– Ale ta infrastruktura może być wykorzystywana do weryfikacji siły wiatru czy temperatury i takie kontrakty najłatwiej w Polsce zawrzeć – mówi Juliusz Preś.

Niestety, za pomocą samego derywatu np. organizator koncertu nie będzie mógł zabezpieczyć się przed odwołaniem koncertu z powodu deszczu.

– Możliwość pokrycia ubezpieczeniowego takiego ryzyka istnieje w ramach tzw. polisy Cancellation Adverse Weather. Teraz robimy takie ubezpieczenie dla bardzo dużego koncertu, którego budżet wynosi kilka milionów złotych – mówi Joanna Suszczyk z Grass Savoye.

OPINIA

SYLWIA KOZŁOWSKA

dyrektor Departamentu Ubezpieczeń OC w Gras Savoye Polska

Rocznie zawieramy kilka umów, których celem jest ubezpieczenie imprez masowych od ryzyka ich odwołania z powodu złych warunków atmosferycznych. Najczęściej korzystają z tej oferty organizatorzy dużych imprez, takich jak np. koncerty światowych gwiazd muzyki. Ale możliwe są też programy na mniejszą skalę – ubezpieczenie kosztów do 100 tys. zł. Cena za takie ubezpieczenie liczona jest jako procent budżetu imprezy. Stawki zaczynają się od 3–5 proc., ale kończą nawet na kilkudziesięciu procentach. Wszystko zależy od prawdopodobieństwa zaistnienia danego ryzyka (np. deszczu czy silnego wiatru). Wpływ na cenę ma również to, jakie ryzyka ubezpieczamy i z jakim stopniem natężenia, oraz czy jest to pełne pokrycie czy też ograniczone tylko do niebezpieczeństwa dla uczestników.