Jest dobra wiadomość dla osób, które myślą o rozwoju własnych sklepów z końcówkami kolekcji lub używaną odzieżą, a boją się, że same sobie nie poradzą z jego uruchomieniem. Otóż franczyza, rozpowszechniona już na szeroką skalę w branży odzieżowej, dotarła także na ten rynek. Osoby marzące o własnym ciuchlandzie mogą zatem skorzystać z gotowej recepty na sukces. W branży odzieży używanej rozwój na zasadzie franczyzy prowadzi m.in. sieć Gwoździej. Firma rozwija swoje placówki już w miastach liczących 10 tys. mieszkańców.

Aby zostać partnerem tej sieci, należy dysponować lokalem o powierzchni od 100 do 500 mkw. Oprócz tego należy wnieść opłatę wstępną w wysokości 5 tys. zł oraz dysponować kwotą około 20 tys. zł potrzebną na wyposażenie sklepu zgodnie ze standardem tej sieci.

Franczyzobiorcę czeka poza tym obowiązek ponoszenia comiesięcznej opłaty w wysokości 1 tys. zł za możliwość działania w ramach sieci.

Osoby, które planują uruchomić sklep z końcówkami serii, mogą skorzystać z oferty sieci TopStyleOutlet, która specjalizuje się w budowie ekskluzywnych outletów znanych marek odzieżowych w centrach dużych miast na terenie całego kraju. W stałej ofercie sieci są ubrania takich marek jak Lacoste, Trussardi, Diesel, Gant, Cerruti, Vans. Koszt pozyskania towarów do placówki o powierzchni 100 mkw. w tej sieci to 50 tys. zł.

Niezależnie od tego, czy decydujemy się na otwarcie sklepu we współpracy z siecią, czy na własną rękę, najważniejsza jest jego lokalizacja. Dobra to już połowa sukcesu. Dlatego, wybierając lokal pod przyszłą działalność, należy dokładnie zbadać rynek, a zwłaszcza bezpośrednie okolice. Jeśli w pobliżu działa już jeden sklep z używaną odzieżą, szanse powodzenia nowo otwartego spadają o połowę.

– Jeśli jest ich więcej, nie warto się angażować, chyba że zaproponujemy zupełnie inny asortyment, na przykład odzież i dodatki znanych światowych projektantów jak Dior, Versace, Dolce & Gabbana.

Jeśli lokalizacja sklepu okaże się trafiona, koszty z inwestycji związane z otworzeniem sklepu z używaną odzieżą potrafią zwrócić się już po trzech miesiącach. W przypadku sklepów z końcówkami kolekcji na zwrot nakładów trzeba poczekać kilka miesięcy dłużej, w związku z większymi wydatkami, jakie ponosi się przy okazji jego otwierania.

Jeżeli w okolicy nie ma konkurencji, zysk na czysto dla właściciela sklepu potrafi oscylować w okolicy 8–10 tys. zł. Tyle więc zostaje po odjęciu kosztów wynajmu lokalu, które w przypadku średniej wielkości lokalu kształtują się na poziomie 4–6 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba jeszcze doliczyć wydatki związane z eksploatacją sklepu, zatrudnieniem pracownika oraz zakupem towaru.

– Jest to możliwe, bo ceny w sklepie ustala się samemu. A to oznacza, że to od nas zależy, jaką marżę narzucimy na oferowaną odzież – wyjaśnia właściciel jednego z krakowskich lumpeksów.

Przyznaje on jednak, że z roku na rok rośnie konkurencja w tej branży, co obniża zyskowność prowadzonej działalności.

Sposobem na pokonanie konkurencji jest na pewno atrakcyjna cena, przy zachowaniu wysokiej jakości towaru. Wystarczy, że zaproponujemy kilka groszy mniej za kilogram lub sztukę odzieży niż okoliczni gracze, a przyciągniemy nowych klientów – uważa Patrycja Nowakowska ze sklepu z używaną odzieżą w Warszawie.