Rządowy plan budowy autostrad na Euro 2012 jest coraz bardziej zagrożony. Po tym jak zimą nie udało się wyłonić koncesjonariusza dla ostatniego przed Warszawą fragmentu A2 (drogowcy dopiero szukają wykonawcy projektu i trasy, a nawet jedno opóźnienie w przetargu może storpedować jej powstanie na czas), nieoczekiwane kłopoty dosięgły autostradę A1 z Nowych Marz pod Grudziądzem do Torunia.

Finansowania jeszcze nie ma

Jak dowiedziała się GP, wciąż nierozstrzygnięte jest finansowanie trasy. Mimo podpisania już w grudniu 2008 r. odpowiednich umów kredytowych z europejskimi bankami rząd nadal nie udzielił inwestycji gwarancji finansowych. Są one niezbędne dla uruchomienia pierwszych transz pieniędzy z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Nordyckiego Banku Inwestycyjnego oraz Szwedzkiej Korporacji Kredytów Eksportowych, które zgodziły się pożyczyć na budowę trasy 1,07 mld euro.

– Obecnie trwa sezon budowlany, który zostanie zmarnowany, o ile zamknięcie finansowe nie nastąpi jeszcze w czerwcu – mówi GP Aleksander Kozłowski, doradca zarządu spółki Gdańsk Transport Company, która ma wybudować 62-km odcinek trasy z Nowych Marz pod Grudziądzem do Torunia, a potem zarządzać autostradą w zamian za opłatę z budżetu państwa.

Opóźnienie zastanawia, ponieważ, jak dowiaduje się GP, wniosek Ministerstwa Infrastruktury o udzielenie gwarancji wpłynął do resortu finansów już 12 maja. Dzień później Komisja Europejska pozytywnie wypowiedziała się w sprawie pomocy publicznej. W tym czasie premier Donald Tusk kilkakrotnie zapewniał, że inwestycje infrastrukturalne mają pomóc spowolnionej gospodarce w walce z kryzysem.

– Obstrukcja dziwi, bo przedstawiciele Ministerstwa Finansów brali udział w negocjacjach umowy o budowę i eksploatację autostrady oraz podpisanych w grudniu 2008 r. umów kredytowych – mówi Aleksander Kozłowski.

Efekt jest taki, że zamiast 3,5 tys. pracowników zatrudnionych na placu budowy jest ich obecnie zaledwie kilkuset. Na razie w ramach umowy przedwstępnej spółka GTC wykonuje tylko prace przygotowawcze do inwestycji. Ponieważ jednak są one prowadzone znacznie dłużej i w szerszym zakresie, niż przewidywano, Ministerstwo Infrastruktury zgodziło się ostatnio zwiększyć do 100 mln zł limit finansowy na te prace budowlane. Utworzono place składowe, przeprowadzone zostały badania geotechniczne i wstępne prace geodezyjne. Wybudowano ok. 60 km dróg dojazdowych i technologicznych.

Obecne kłopoty z rozpoczęciem budowy kolejnego odcinka autostrady A1 nie dziwią Janusza Piechocińskiego, wiceszefa sejmowej Komisji Infrastruktury.

– Ten przykład pokazuje, że dróg w Polsce nie buduje tylko minister infrastruktury. Do tego potrzebna jest sprawnie i spójnie działająca administracja, a z tym jest różnie – mówi Janusz Piechociński.

Wtóruje mu Adrian Furgalski, analityk zajmujący się problematyką infrastrukturalną.

– Winą za coraz gorzej wyglądającą sytuację z drogowymi inwestycjami najłatwiej jest obarczyć jednego człowieka, czyli ministra i infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Problem w tym, że to droga na skróty – mówi Adrian Furgalski.

– Po co minister finansów chowa po szufladach gotowe do rozpoczęcia inwestycje? Martwi mnie, że Jacek Rostkowski coraz częściej staje na drodze planom inwestycyjnym rządu. Zdaje się, że solidnie pracuje na żółta kartkę za opóźnianie kluczowych budów – dodaje ekspert.