Nadal główną przyczyną spadku produkcji jest spadek popytu, w tym zagranicznego.

– Produkcja w branżach, które wcześniej dynamicznie się rozwijały, sprzedając większość za granicę, nie poprawia się. Choć trzeba zauważyć, że niektóre sektory notują silny eksportowy popyt, np. branża spożywcza. To jednak za mało, żeby wpływ całego eksportu był pozytywny – mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Analityk dodaje, że na razie niewiele się zmienia, jeśli chodzi o popyt krajowy. Co gorsza, jego perspektywy nie są najlepsze, na co wskazują wczorajsze dane GUS o płacach. Wynagrodzenia wzrosły w maju o 3,8 proc. w skali roku, a ekonomiści spodziewali się ponad 5-proc. wzrostu.

– Słaby popyt nie pozwala na zwiększenie produkcji. Ale z drugiej strony, portfel zamówień nie pogarsza się tak bardzo jak w ostatnich miesiącach; widać już pewne symptomy poprawy. Wskazują na to wskaźniki koniunktury. Za wcześnie jednak, żeby mówić o perspektywach stabilnego wzrostu produkcji – mówi Dariusz Winek.

Zdaniem Piotra Kalisza z Citi Handlowego dynamika spadku produkcji w maju nie była tak głęboka jak w kwietniu. Miesiąc wcześniej spadek ten wyniósł 12,4 proc.

– Kwietniowy wynik był spowodowany przede wszystkim mniejszą liczbą dni roboczych ze względu na Wielkanoc. W maju te czynniki jednorazowe zanikają. Poza tym nawet po wyeliminowaniu czynników sezonowych powinno być widać poprawę w produkcji przemysłowej. Ona jest powolna i gwałtownego przyspieszenia nie należy się spodziewać – ale ono jednak jest – mówi Piotr Kalisz.

Według Marcina Dybuły, ekonomisty BNP Paribas, produkcji nie sprzyja to, że nie działa jeszcze efekt wyprzedaży zapasów – polskie firmy nadal mają dużo towaru w magazynach i nowe zamówienia niekoniecznie przekładają się na wzrost bieżącej produkcji.

– Z badań ankietowych przeprowadzanych przez Komisję Europejską wynika, że Polska jest jednym z niewielu krajów, w których jest wzrost zapasów. W innych gospodarkach to dostosowanie w dużej mierze już nastąpiło. Jeżeli traktować te badania poważnie, to należałoby się spodziewać, że kryzys produkcji przemysłowej może potrwać dłużej – mówi Marcin Dybuła.

– Trudno oczekiwać, że w sytuacji gdy magazyny są pełne, produkcja bieżąca będzie się zwiększać – dodaje.

Według niego szansa na to, że w tym roku zobaczymy dodatnią dynamikę produkcji, jest niewielka.

– Być może nastąpi to pod koniec IV kwartału, bardziej prawdopodobne, że dopiero na początku 2010 roku. Cały czas mamy słaby popyt zagraniczny, co widać w ostatnich danych z handlu zagranicznego. W tych danych widać zresztą też, że popyt krajowy także ma się nie najlepiej, a to są dwa silniki zazwyczaj napędzające produkcję – mówi Marcin Dybuła.

Większym optymistą jest Janusz Dancewicz, ekonomista DZ Bank.

– Już w III kwartale powoli będziemy wychodzić na plus. Powinna zacząć rosnąć produkcja na eksport. Zadziała tu przede wszystkim efekt substytucji, czyli będziemy atrakcyjni cenowo. A gdy gospodarka Europy Zachodniej zacznie się rozkręcać, co może nastąpić na przełomie tego i następnego roku, Polska będzie krajem, który zyska na tym najwięcej. Po pierwsze, ze względu na korzystny efekt kursowy, po drugie – na ciągle niskie koszty pracy – mówi ekonomista.

Ekonomiści oceniają, że majowy spadek produkcji, choć w mniejszej skali niż miesiąc wcześniej, może być argumentem za obniżką stóp procentowych.

– To nie jest otoczenie, które wskazywałoby na możliwość neutralnego nastawienia w polityce pieniężnej. Takie dane nie wskazują, że sytuacja gospodarcza jest dobra i poziom stóp procentowych jest w tej chwili optymalny – mówi Mateusz Szczurek z ING BSK.