Europejskie małe i średnie spółki (MiŚ) zachowywały się podobnie do polskich. Najpierw przynosiły wysokie stopy zwrotu, a następnie w 2008 roku zostały przez inwestorów porzucone. W Europie głównym powodem były jednak nie wysokie wyceny, ale obawy, że ich mniejsze kapitały mogą stanowić problem w momencie, kiedy gospodarka spowalnia. Biorąc pod uwagę, że te spółki z reguły nie wypłacają dywidend, gdyż potrzebują pieniędzy na rozwój, a ich płynność jest mniejsza niż blue chipów, nic dziwnego, że zachodni inwestorzy znacznie zmniejszyli swoją alokację w tę klasę aktywów.

Czy w obecnym klimacie niepewności i ucieczki od ryzyka jest jeszcze miejsce na MiŚ w portfelu?

No cóż. Po wyprzedaży w 2008 roku, naszym zdaniem, europejskie MiŚ mają już atrakcyjniejsze wyceny i w 2009 roku zaczęły pokazywać wyniki lepsze niż ich więksi koledzy. Obecny cykl polityki monetarnej i powrotu globalnej płynności również będzie faworyzował tę klasę aktywów. Ponieważ małe spółki mają z reguły większy poziom zadłużenia, obniżone stopy procentowe będą pozytywnie wpływały na ich sytuację.

Dodatkowo – ale to zależy już od funduszu czy inwestora kupującego daną spółkę – MiŚ często mogą być bardziej odporne na spowolnienie gospodarcze. Często działają one w specyficznej niszy rynkowej, gdzie mają zagwarantowany popyt na swoje produkty. Oprócz tego mogą działać w rozwojowym sektorze ze znacznym potencjałem wzrostu.

Historycznie lepsze wyniki MiŚ mogą być wytłumaczone właśnie wyższym potencjałem wzrostu oraz brakiem dokładnych informacji na temat tych spółek. Analitycy giełdowi z reguły koncentrują się na blue chipach, dlatego jest duża szansa na odkrycie niezauważonych perełek w sektorze MiŚ.

Uważam, że inwestorzy, którzy posiadają już akcje lub fundusze akcyjne w swoim portfelu, powinni również uwzględnić fundusze małych spółek jako element dywersyfikujący. Ponieważ zachowanie MiŚ albo wyprzedza, albo poprzedza zachowanie dużych spółek, mogą one mieć korzystny wpływ – o ile stosowane z umiarem – na wyniki całego naszego portfela.