Dane gospodarcze w Stanach i strefie euro poprawiają się, zwłaszcza optymizm konsumentów, który zwykle oznacza zmianę trendu. Dodatkowo dane na temat rynku mieszkaniowego w Stanach nie były takie złe w porównaniu z bardzo negatywnymi wynikami stycznia. Czyżby gospodarka wracała na ścieżkę wzrostu?

Mimo że dane są pozytywne dla akcji, a poprawa odbywa się na kilku frontach, to trudno uwierzyć, że poprawa będzie długotrwała. Można argumentować, że marcowe wzrosty amerykańskich rynków akcji uwzględniły już większość dobrych wiadomości, a w krótkim terminie rynki akcji będą musiały zmierzyć się z kilkoma wyzwaniami. Po pierwsze, wzrost oczekiwań inwestorów może doprowadzić do okresu negatywnych niespodzianek, zwłaszcza gdy spółki, takie jak Chrysler i General Motors, raczej nie zaoferują zbyt wielu dobrych informacji. Wyniki testów przeprowadzonych w amerykańskich bankach wypadły zaskakująco dobrze, ale plotki głoszą, że niektóre z banków będą musiały zamienić swoje akcje uprzywilejowane na zwykłe i zwiększyć udział akcjonariatu państwowego. Programy PPIP i TALF, których zadaniem była eliminacja toksycznych aktywów z portfela amerykańskich banków, nie działają do końca tak, jak przewidywano. Z drugiej strony niektóre instytucje chcą spłacić otrzymaną pomoc, czyli nie wszystko stracone.

Żeby pokazać, że nie wszystko da się przewidzieć, wspomnijmy wybuch świńskiej grypy. Ogłoszenie stanu wyjątkowego w Meksyku i podobne deklaracje w USA mogą spowodować większy pesymizm pośród inwestorów, zwłaszcza że rynek jest raczej wykupiony. Wpływ wirusa będzie zależał od tego, jak długo potrwa epidemia i jak bardzo utrzyma się ona pod kontrolą. Im dłużej potrwa, tym bardziej wpłynie na gospodarkę i zarazem na rynek akcji.