Za dwa tygodnie wszystkie zamówienia powyżej progów unijnych będą musiały być udzielane w internecie. Przedsiębiorcy nie będą już mogli składać papierowych ofert, a zamawiający ich przyjmować. Platforma e-Zamówienia ma bardzo duże opóźnienia, dlatego Urząd Zamówień Publicznych przygotowuje tymczasowe rozwiązanie – miniPortal. Na razie jednak wciąż on nie wystartował, co niepokoi zamawiających. Chodzi o kilkanaście tysięcy instytucji, które organizują największe przetargi. W ub.r. wartość zamówień powyżej progów unijnych wyniosła prawie 115 mld zł. Trudno się dziwić, że chcieliby poznać narzędzie, na jakim za chwilę przyjdzie im pracować. Na razie mogą poćwiczyć na udostępnionej w poniedziałek stronie testowej miniPortalu (miniportal-test.uzp.gov.pl). Uruchomiony dzień później właściwy serwis (miniportal.uzp.gov.pl) szybko przestał działać.

– Staramy się jeszcze w tym tygodniu uruchomić wersję produkcyjną. Rozwiązanie, jakim jest miniPortal, pomimo że tymczasowe, wymaga wdrożenia tych samym prac, co każdy ogólnokrajowy system. Od 18 października będzie to dla znacznej liczby zamawiających podstawowe narzędzie do elektronicznego prowadzenia postępowań. Zależy nam, żeby było dobre i bezpieczne. Robimy wszystko, aby zamawiający i wykonawcy poznali jak najszybciej skończony produkt – tłumaczy Anita Wichniak-Olczak, dyrektor departamentu informacji, edukacji i analiz systemowych UZP.

Jak będzie działał miniPortal

Jak będzie działał miniPortal

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To, co niepokoi większość zamawiających, nie spędza natomiast snu z powiek administracji rządowej. Już w kwietniu Centrum Obsługi Administracji Rządowej (COAR) rozstrzygnęło przetarg na dostęp do komercyjnej platformy zakupowej. Będzie z niej mogło korzystać 65 jednostek, takich jak Kancelaria Prezydenta RP, urzędy wojewódzkie czy większość ministerstw (w tym odpowiedzialne za projekt e-Zamówienia Ministerstwo Cyfryzacji). Zapytaliśmy zarówno COAR, jak i Centrum Informacyjne Rządu, czy wykupienie dostępu do komercyjnej platformy zakupowej należy traktować jako brak zaufania do miniPortalu, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

– Trudno to jednak interpretować inaczej niż chęć zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Innym powodem mogą być dodatkowe możliwości, jakie oferują komercyjne serwisy, a których nie będzie posiadał miniPortal – mówi Artur Wawryło, ekspert Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.

Wysyp przetargów

Wielu uczestników rynku zamówień publicznych boi się, że miniPortal nie zadziała albo też będą problemy z jego użytkowaniem. Prawdopodobnie to jeden z powodów dużego wzrostu liczby ogłaszanych przetargów. Zamawiający, obawiając się problemów, wolą teraz wszcząć postępowanie, bo wówczas będą mogli przyjmować papierowe oferty. W pierwszych trzech dniach października opublikowano już 265 ogłoszeń z Polski, podczas gdy w pierwszych trzech dniach pracujących września było ich 154. Ogółem do końca września ogłoszono o 2,3 tys. więcej zamówień powyżej progów niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Eksperci uważają, że obawy nie są pozbawione podstaw.

– Udostępnienie miniPortalu w październiku jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo nieprzygotowany i zapóźniony jest projekt elektronizacji zamówień publicznych. Oparcie tego rozwiązania o ePUAP też budzi sporo kontrowersji. Dotychczasowe doświadczenia, choćby w składaniu odwołań do prezesa Krajowej Izby Odwoławczej, wskazują na awaryjność tego kanału komunikacji. Wątpliwości w kontekście zgodności z przepisami budzi konieczność posiadania konta ePUAP przez wykonawców, w tym również wykonawców zagranicznych – wylicza Adam Wiktorowski, prawnik i ekspert ds. zamówień publicznych.

Większość zastrzeżeń dotyczy tego, że cały system jest swego rodzaju nakładką na ePUAP. To ten portal będzie odpowiedzialny za przesyłanie zaszyfrowanych ofert. Problem w tym, że daleko mu do bezawaryjności. O ile jednak zwykły petent, nie mogąc złożyć wniosku czy pisma za jego pośrednictwem, najczęściej po prostu zrobi to później, o tyle w przetargach jest sztywno określony termin składania ofert. Co będzie, jeśli ePUAP przestanie działać na godzinę, dwie czy trzy, co zdarza się nie tak znowu rzadko? Czy liczony w setkach milionów złotych przetarg będzie trzeba unieważniać? To tylko przykłady pytań nurtujących uczestników rynku zamówień publicznych.

Zatkane skrzynki

Podstawową funkcją miniPortalu jest szyfrowanie i przesyłanie ofert. Z konta zamawiającego każdy wykonawca będzie pobierał klucz publiczny i szyfrował nim swą ofertę. Po terminie otwarcia ofert zamawiający otrzyma klucz prywatny, którym będzie mógł odszyfrować przesłane pliki. A co, jeśli wykonawca prześle niezaszyfrowaną ofertę?

– Brak mechanizmu weryfikującego, czy jest ona zaszyfrowana, może prowadzić do konieczności unieważniania postępowania. Tym bardziej że do skrzynki podawczej zamawiającego dostęp będą mieć nie tylko pracownicy działu zakupowego. Budzi też zdziwienie sugerowana konieczność prowadzenia korespondencji z wykonawcami, którzy złożyli oferty za pośrednictwem formularzy ePUAP, podczas gdy przepisy nie stawiają takich wymogów – zwykła korespondencja via e-mail wydaje się zdecydowanie prostszym rozwiązaniem – zauważa Adam Wiktorowski.

Problemem jest to, że cała korespondencja dotycząca przetargu trafiać będzie do jednej skrzynki podawczej, obsługiwanej zazwyczaj przez kancelarię danego urzędu. Osoby odpowiedzialne za przetarg po pierwsze też muszą mieć do niej dostęp, po drugie zaś muszą odnaleźć w całej korespondencji tę dotyczącą przetargu. UZP radzi, żeby zakładać osobne skrytki na skrzynkach, do których dostęp będą miały wyłącznie osoby obsługujące przetargi.

Jest konkurencja

Część zamawiających, podobnie jak administracja rządowa, woli nie czekać na miniPortal i decyduje się na wykupienie dostępu do komercyjnych platform zakupowych. Działa ich już kilka na rynku, ceny dla średniej wielkości urzędu zaczynają się już od kilku tysięcy złotych rocznie. Przedsiębiorcy będą więc musieli korzystać z kilku różnych serwisów – publicznego i komercyjnych. Eksperci widzą w tym zarówno plusy, jak i minusy.

– Plusem jest to, że organizatorzy przetargów mają wybór. Gdyby się okazało, że miniPortal z jakichś powodów nie spełnia ich oczekiwań, to zawsze mogą skorzystać z rozwiązań komercyjnych. Ważna jest też sama konkurencja. Obecność bezpłatnego portalu stymuluje rozwój komercyjnych i na odwrót – podkreśla dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.

Jest też jednak i druga strona medalu.

– Przedsiębiorcy startujący w wielu przetargach będą musieli się nauczyć korzystać z wielu różnych narzędzi, co może ich zniechęcać do starań o zamówienia publiczne. To zaś byłoby bardzo niedobre dla konkurencji na rynku. Statystyczna liczba ofert składanych w polskich przetargach i tak jest jedną z najniższych w całej Unii Europejskiej – ostrzega Artur Wawryło.