Dzisiaj w Bukareszcie startuje dwudniowy szczyt krajów Trójmorza. Jednym z kluczowych wydarzeń podczas spotkania przywódców 12 państw regionu będzie podpisanie listu intencyjnego w sprawie powołania specjalnego wehikułu finansowego. Fundusz Trójmorza ma dawać kapitał dla transgranicznych inwestycji w regionie. Inicjatywa ma charakter polityczny, ale sam fundusz ma działać zgodnie z rachunkiem biznesowym.

– Z naszych informacji wynika, że na starcie list intencyjny gotowych jest podpisać sześć krajów Trójmorza. Być może znajdzie się jeszcze jeden chętny – mówi nasz rozmówca z kręgów rządowych. Zgodnie z założeniami, aby fundusz mógł wystartować, konieczne są trzy państwa, reszta może dołączyć później.

Polska jest jednym z pomysłodawców nowego projektu. W imieniu rządu w pracach uczestniczył Bank Gospodarstwa Krajowego. Za prace nad stworzeniem nowego podmiotu odpowiedzialny był jako doradca prezesa Radosław Domagalski-Łabędzki, były szef KGHM. Państwowy bank będzie formalnie udziałowcem Funduszu Trójmorza.

– Jako zarząd BGK rozmawialiśmy, jaką kwotę moglibyśmy przeznaczyć na wkład do funduszu. Myślimy o ok. 500 mln euro, czyli ok. 10 proc. kapitałów początkowych – tłumaczyła kilka dni temu podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju prezes banku Beata Daszyńska-Muzyczka. Docelowo kapitały funduszu mają wynosić 5 mld euro.

Podczas drugiego dnia szczytu w Bukareszcie kraje założyciele mają zaprezentować listę inwestycji, które są dla nich priorytetem. Prezes BGK szacuje, że fundusz będzie miał do sfinansowania projekty o wartości ok. 100 mld euro. Wiadomo, że priorytetem będą infrastruktury transportowa i energetyczna. Warunkiem ubiegania się o wsparcie kapitałowe ma być realizacja inwestycji w więcej niż jednym kraju.

W Europie działają już podmioty, które mają cele podobne do tworzonego funduszu. To Europejski Bank Inwestycyjny, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych. Sam EBI co roku udziela wsparcia finansowego w Polsce rzędu 4–5 mld euro. Jego przedstawiciele deklarują, że są gotowi zaangażować się mocniej pod warunkiem, że będą projekty, w które warto wejść.

Beata Daszyńska-Muzyczka podkreśla, że nowy wehikuł finansowy nie będzie konkurował z istniejącymi instytucjami, a jego zadaniem będzie uzupełnienie ich oferty. Skoncentrowanie na regionie Trójmorza ma służyć dogonieniu bogatszej i lepiej skomunikowanej dzięki rozwiniętej infrastrukturze Europy Zachodniej.

Powołanie funduszu ma też odpowiedzieć na wyzwania, które będą się materializowały już w nadchodzącej dekadzie, kiedy do podziału będzie mniej funduszy unijnych. Już dzisiaj wiemy, że Polska nie może liczyć na tak hojne finansowanie w nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej. Niższe będą środki na politykę spójności i to właśnie tę lukę kapitałową ma wypełnić m.in. Fundusz Trójmorza. Czynnikiem ryzyka dla jego funkcjonowania może być to, że będzie finansował projekty w krajach, które prowadzą bardzo różną politykę gospodarczą.

– Fundusz to dzisiaj jedynie narzędzie polityczne, które ma nadawać sens politycznej idei Trójmorza. Trudno uwierzyć, że uda się pogodzić potrzeby inwestycyjne Polski z tymi występującymi w Rumunii czy na Węgrzech. Powołanie poważnej instytucji finansowej nie jest prostym zadaniem, tylko długotrwałym procesem – mówi nam bliski współpracownik premiera. Mateusz Morawiecki inicjatywę wspiera, ale to, czy będzie sukcesem, będzie można ocenić dopiero, kiedy fundusz rozpocznie działalność operacyjną. Ma to nastąpić w przyszłym roku