źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Chociaż nowelizacja ustawy o odpadach jeszcze nie weszła w życie (stanie się to 14 dni po ogłoszeniu aktu w Dzienniku Ustaw), już nastręcza problemów i wymaga zmian. Odbiło się na niej ekspresowe tempo prac i brak konsultacji – przekonują firmy.

– Przepisy, które miały być ciosem w mafię śmieciową i położyć kres takim patologiom jak celowe podpalenia odpadów, mogą nie tylko nie przynieść poprawy, ale wręcz utrudnić działalność uczciwym firmom – twierdzi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.

W ocenie przedsiębiorców bilans reformy jest na razie słodko-gorzki. Z jednej strony rządzący przychylili się do wielu uwag. Wśród najważniejszych i najgłośniej akcentowanych było poluzowanie restrykcyjnego wymogu prowadzenia działalności tylko na terenie, który jest objęty miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.

Po interwencji firm, które przypomniały, że takie plany obejmują zaledwie 30 proc. powierzchni kraju, resort środowiska wycofał się z pomysłu.

Nowe i niedopracowane rozwiązania

Wciąż jednak nie brakuje głosów krytycznych. Szczególny niepokój branży budzi wiele nieścisłości związanych z nowymi instrumentami prawnymi, które mają w założeniu zagwarantować lepszy nadzór nad rynkiem. Mowa tu m.in. o obowiązkowym instalowaniu monitoringu w miejscach przetrzymywania odpadów i bardziej restrykcyjnych wymogach dotyczących niekaralności wspólników.

Problem w tym, że jak wskazują nasi rozmówcy, w uchwalonych właśnie przepisach nie brakuje zwyczajnych błędów. Co gorsza, niektóre są wobec siebie sprzeczne. Jak udało się nam ustalić, firmy zbierają właśnie swoje uwagi i zamierzają skierować pytania o wyjaśnienie wątpliwości przez pomysłodawcę, czyli Ministerstwo Środowiska.

Firmy boją się, że będą miały za mało czasu na zmiany

Zastrzeżenia dotyczą m.in. terminów na dostosowanie się do nowych obowiązków. Jednym z nich jest instalowanie monitoringu. Dla już działających firm przewidziano półroczny okres przejściowy. Zgodnie z art. 12 ustawy nowelizującej ma on być liczony od dnia wejścia w życie przepisów.

Szkopuł w tym, że rządzący nie uszczegółowili jeszcze, jak system monitoringu ma w ogóle działać, np. ile kamer trzeba będzie zainstalować i w jakim standardzie mają one rejestrować obraz. Szczegółowe wytyczne zostaną bowiem dopiero doprecyzowane na mocy rozporządzenia, które wyda minister środowiska. Przy czym zgodnie z art. 17 tej samej ustawy na opracowanie konkretnych wymogów ma on również sześć miesięcy.

Eksperci obawiają się, że opóźnienia po stronie resortu tylko skrócą czas na przygotowanie się do zmian. Ich zdaniem przepisy należałoby więc doprecyzować tak, by sześciomiesięczny okres rozpoczynał bieg dopiero od wydania rozporządzenia, a nie lada moment, gdy ustawa wejdzie w życie.

– W przeciwnym razie podmioty gospodarujące odpadami mogą być zobowiązane do dostosowania standardów monitoringu wizyjnego dwa tygodnie po wydaniu rozporządzenia ministra, który ma te wymogi określić – twierdzi Monika Kunhl-Kinel, dyrektor ds. ochrony środowiska w firmie SUEZ.

A w tak skrajnym przypadku – gdyby systemy trzeba byłoby instalować praktycznie z dnia na dzień – dla firm byłoby to nie tylko duże utrudnienie. Mogłoby również doprowadzić do nagłego wzrostu cen za takie urządzenia i ich instalowanie.

Przepisy nieprecyzyjne i wykluczające się

Branża zwraca też uwagę na problemy związane z nowelizowanym art. 46 ust. 1e pkt 1 ustawy o odpadach (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 992 ze zm.). Zgodnie z nim organ odmawia wydania zezwolenia na zbieranie lub przetwarzanie odpadów, gdy przedsiębiorcy, który się o nie ubiega, co najmniej trzykrotnie wymierzono karę administracyjną na podstawie art. 194 tego aktu.

Tutaj również unaocznia się problem z terminami. – Przede wszystkim brakuje jednoznacznego wskazania, jakiego okresu dotyczy ta regulacja – zwraca uwagę Monika Kunhl-Kinel. Proponuje też, by były to trzy lata.

Dariusz Matlak wytyka inną nieprecyzyjność tych przepisów. Nie wskazują one bowiem, od jakiej kwoty owe trzy kary administracyjne mogą stanowić podstawę do odmowy wydania zezwolenia.

– Bez takiego doprecyzowania może dojść do sytuacji, gdy podmiot prowadzi działalność zgodnie z prawem, a w ciągu 10 lat nałożone na niego zostaną trzy kary po tysiąc złotych każda, i to już wystarczało, by organ odmówił mu udzielenia zezwolenia, a firma została usunięta z rynku – wyjaśnia Dariusz Matlak.

To niejedyna nieścisłość. Bo chociaż zgodnie z art. 46 ust. 1e pkt 1 noweli szanse na uzyskanie zezwolenia przekreśla wymierzona trzykrotnie kara administracyjna, to już z innego przepisu (art. 42 ust. 3a pkt 4) wynika, że ubiegający się o zezwolenie podmiot nie może być ukarany nawet raz. Regulacja ta zakłada bowiem wprost, że do złożenia wniosku trzeba dołączyć oświadczenie, że w stosunku do podmiotu nie wymierzono ani jednej kary pieniężnej na podstawie art. 194.

Zdaniem naszych rozmówców jest to ewidentna pomyłka. W ich ocenie przepis ten powinien wskazywać na oświadczenie, zgodnie z którym wobec przedsiębiorcy nie wymierzono co najmniej trzech kar administracyjnych. – Nawet jeżeli to tylko niedopatrzenie, to wprowadza ono niepotrzebne zamieszanie i skłania nas do interwencji w ministerstwie – mówią.

(Nie)sprawiedliwe wykluczenie

Na tym nie koniec. – Całkowicie nieadekwatne i niezrozumiałe jest też wymaganie, aby do wniosku o wydanie zezwolenia przedsiębiorca miał dołączać oświadczenie, że jego wspólnik, prokurent, członek zarządu lub rady nadzorczej nie jest lub nie był wspólnikiem, prokurentem, członkiem zarządu lub członkiem rady nadzorczej innego przedsiębiorcy, w stosunku do którego wymierzono taką karę – wskazuje Dariusz Matlak. W jego ocenie przepis ten jest niezmiernie restrykcyjny i wprowadza odpowiedzialność zbiorową.

DGP poprosił resort środowiska o ustosunkowanie się do wątpliwości branży. Czekamy na odpowiedź. 

Więcej o zmianach w przepisach o odpadach już dziś w tygodniku Firma i Prawo i jutro w tygodniku Samorząd i Administracja

Etap legislacyjny

Ustawa podpisana przez prezydenta, czeka na publikację w Dzienniku Ustaw