Na rynku kontraktów terminowych występuje kilka rodzajów uczestników. Każdy z nich ma inne oczekiwania i jest w stanie ponieść inne ryzyko, co więcej, właściwie bez siebie nie mogliby istnieć.

Zabezpieczający się (ang. hedgers) wykorzystują kontrakty terminowe do zabezpieczenia się przed niekorzystną zmianą ceny. Dzięki temu, że w wybranym przez siebie momencie dokonują transakcji po znanej cenie na przyszłość, zyskują pewność co do ceny danego towaru lub instrumentu finansowego, który chcą sprzedać lub kupić. Ponieważ na rynku obowiązuje zasada coś za coś w zamian za uzyskanie owej pewności co do ceny, tracą możliwość uzyskania ekstrazysków. Wyobraźmy sobie następującą sytuację - producent wyrobów z miedzi obawia się wzrostu ceny tego surowca. Dokonuje więc transakcji zabezpieczającej, która polega na kupnie kontraktów na miedź. Dzięki temu, gdy cena miedzi wzrośnie, będzie musiał zapłacić więcej za fizyczny towar, ale odniesie zysk na długiej pozycji. Per saldo wynik całej transakcji powinien być w okolicy 0. Pozbywa się jednak możliwości ekstrazysku, gdyby cena miedzi spadła, a on kupiłby towar taniej. Dodatkowy zysk zjada mu pozycja w kontraktach terminowych.

Zabezpieczający nie mogliby działać, gdyby nie istniała grupa chętna do odebrania od nich owego ryzyka. Taką grupą są spekulanci. Noblista i szef giełdy w Chicago - zmarły przed kilkoma laty - Merton Miller określał spekulantów mianem sprzedawców ubezpieczeń dla zabezpieczających. Cel działania spekulanta jest prosty - zarobić na zmianach cen. Tak jak zabezpieczający chce uniknąć zmian cen, tak spekulant szuka zmienności. Dzięki temu ma szansę na zysk. Oczywiście zgodnie z zasadą coś za coś narażony jest na ryzyko utraty kapitału w razie błędnych prognoz co do kierunku zmiany. Chętnie jednak odbierze od zabezpieczającego się ryzyko w zamian za możliwość zyskania ponadprzeciętnych zysków.

Gdy na rynku jest dostatecznie duża liczba uczestników - zarówno spekulantów, jak i zabezpieczających się - istnieje szansa, że pojawią się na nich arbitrażyści. Najczęściej są to instytucje, które wyszukują dysproporcje między cenami na różnych rynkach i instrumentach. Ponieważ zwykle te dysproporcje są niewielkie, potrzeba sporego kapitału, by odnieść satysfakcjonujący zysk. Arbitrażysta liczy na to, że dysproporcje na rynku powinny zanikać (między innymi dzięki działaniom innych arbitrażystów), dlatego czasem określa się ten rodzaj transakcji jako zysk bez ryzyka. Jednak i w tym przypadku owo ryzyko istnieje i najczęściej związane jest z płynnością rynku. Okresowy brak płynności na rynku może być zabójczy dla arbitrażysty.