Dziś Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO, dawny OHIM) zaprezentuje raport dotyczący popularności podróbek w państwach członkowskich UE. Dotarliśmy do niego pierwsi. Jakie płyną z niego wnioski? Jest gorzej, niż ktokolwiek sądził. I nie jest to jednorazowy wyskok. Badanie obejmuje bowiem pięcioletni okres, więc dane są uśrednione.

Rocznie z powodu sprzedaży fałszywek do polskich producentów i sprzedawców nie trafia 11,4 mld zł. To 12 proc. całej sprzedaży w sprawdzonych przez EUIPO sektorach gospodarki.

– Czego nie można utożsamiać z tym, że tyle wyniosła sprzedaż podróbek. Niektórzy producenci uważają, że jeśli ktoś kupił podrobione obuwie za 50 zł, to kupiłby oryginalne za 250 zł. A tak przecież nie jest – wyjaśnia nam jeden z funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej. Dodaje jednak, że równie dobrze wartość sprzedanych podróbek może być wyższa. Niewykluczone przecież, że o części nielegalnego obrotu jeszcze żadna ze służb państwowych i żaden producent nie wie.

Straty dla budżetu

Ale liczby i tak robią wrażenie. I oznaczają, że trefny towar przekłada się na stratę dla budżetu państwa z tytułu podatków w wysokości blisko 2 mld zł.

– Wszak oryginalne produkty są droższe, więc odprowadzany byłby od nich wyższy podatek. Podróbki są zaś najczęściej sprzedawane z użyciem zagranicznych portali, które przyjmują pełną kwotę za produkt, nie odprowadzając żadnego podatku. Od podrobionych win i wyrobów spirytusowych traci się również wpływy z akcyzy – mówi Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i ekspert ds. podatkowych. – Do tej wyliczanki można jeszcze dodać fakt, że pracownicy, którzy mogliby być zatrudnieni u właścicieli znaków towarowych, również odprowadzaliby składki i płacili podatki – dodaje.

Problem dotyczy całej Unii Europejskiej. Eksperci zaś podkreślają, że służby są coraz bardziej wyczulone w tej kwestii. Ale to i tak nie pomaga.

– Zarówno policja, jak i Krajowa Administracja Skarbowa, coraz efektywniej walczą z podróbkami. Ale to i tak syzyfowa praca. Czarny rynek przecież też nie stoi w miejscu. Zauważalnym trendem jest rozpraszanie transportów na mniejsze, wykorzystywanie nowych kanałów przerzutowych i wreszcie przenoszenie biznesu do internetu – spostrzega Marta Koremba, partner w polskim biurze Bird & Bird, współkierująca praktyką własności intelektualnej.

(Nie)świadome zakupy

Z danych zebranych przez EUIPO wynika, że problemy ze ściganiem producentów i sprzedawców podróbek biorą się w dużej mierze ze społecznego przyzwolenia na ich obecność. Bo choć 97 proc. ankietowanych przez EUIPO osób uważa, że należy chronić własność intelektualną producentów oryginalnych towarów, to zarazem 10 proc. przyznaje, że świadomie regularnie kupuje fałszywki. Najczęściej dlatego, że „oryginały są za drogie”. Aż 41 proc. osób od 15 do 24. roku życia uważa, że akceptowalne jest kupowanie fałszywek, gdy cena oryginału jest wysoka. Niektórzy mówią, że nie chodzi jedynie o pieniądze, lecz o wykazywanie się zaradnością, a także protest przeciwko wysokim marżom producentów oryginałów.

Świadomy wybór podróbek wśród Polaków to najczęściej zakupy odzieży i obuwia, alkoholu i kosmetyków.

Ale też bardzo często fałszywki kupujemy nieświadomie. Głównie leki i smartfony. Najczęściej przez internet, skuszeni niższymi cenami.

– Fałszywe leki sprzedawane przez internet to prawdziwa plaga. Główny Inspektorat Farmaceutyczny oszacował kilka miesięcy temu, że ok. 50 proc. produktów kupowanych poza aptekami to podróbki – wskazuje Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Marta Koremba zwraca uwagę, że często kupujemy nieświadomie sfałszowane kosmetyki, odzież i zabawki. W dużej mierze wynika to stąd, że nie podejrzewamy, iż podróbki mogą się znaleźć w legalnie działających w Polsce sklepach. Tyle że – jak zauważa Koremba – wiele drobnych biznesów nie zdaje sobie sprawy z tego, że sprowadza podrobione produkty. W efekcie fałszywe ubrania czy kosmetyki można kupić obecnie nie tylko na bazarze, lecz także w galeriach handlowych.

Ekspertka ostrzega, że takie produkty najczęściej są niższej jakości i mogą być potencjalnie bardzo niebezpieczne.

– Fałszywki mogą zaszkodzić, gdy przykładowo dziecko ma bezpośredni fizyczny kontakt z nieatestowanym barwnikiem z zabawki czy ubrania, co może wywołać reakcję alergiczną lub zatrucie. Nie wspominając już o fałszywych lekach, które mogą być nieskuteczne albo wręcz niebezpieczne – mówi mec. Marta Koremba.

Dziurawe granice

EUIPO w swym raporcie zwraca uwagę, że w Polsce istnieją zorganizowane grupy przestępcze, które przelewają tanie wina do najdroższych butelek oraz produkują fatalnej jakości proszki do prania, szampony i preparaty do zmywarek, które są następnie sprzedawane pod markami najbardziej znanych producentów.

Jak rozwiązać ten problem? Przede wszystkim potrzebna jest większa skuteczność służb celnych, gdyż nadal większość podróbek przybywa do Polski z zagranicy. EUIPO odkryło nawet szlak drogowy między Wietnamem a Polską, którym przewożone są fałszowane papierosy. Ale potrzebna też jest większa świadomość obywateli. Bo – jak podkreśla António Campinos, dyrektor wykonawczy EUIPO – wspieranie podróbek przynosi więcej szkód niż pożytku. I jeśli zjawisko będzie się nasilać, producenci zamiast skupić się na rozwoju własnych produktów, będą więcej inwestowali w walkę z fałszywkami.

Pełny raport EUIPO powinien być dostępny w internecie dziś około południa.