statystyki

Król Julian, czyli o potykaniu się o ten sam kamień

autor: Peter Szewczyk, Rakela Wajsman16.04.2018, 07:31; Aktualizacja: 16.04.2018, 07:55
Wysokie cło oznacza wyższe ceny konsumpcji wszystkich dóbr, które zależą od tego oclonego. Ta historia nie ma żadnej drugiej strony, która mogłaby przeważyć stratę dobrobytu obywateli USA

Wysokie cło oznacza wyższe ceny konsumpcji wszystkich dóbr, które zależą od tego oclonego. Ta historia nie ma żadnej drugiej strony, która mogłaby przeważyć stratę dobrobytu obywateli USAźródło: Bloomberg

W mieście jest nowy król. Rzuca liczbami, porywa gestami, zachwyca hojnością. Tu 10 proc., tam 25 proc., na Wschód trzaśnie odwetem. Jak któryś doradca niebacznie się sprzeciwi, następnego dnia w mediach wita go komunikat, że „zgodził się odejść”. Słowem: zasady gry uległy zmianie. W tej sytuacji może nie być takim złym pomysłem przypomnienie, dlaczego kraje rozwinięte na ogół mają niskie cła dla wszystkich i na wszystko.

Wysokie cła ustalone przez nasz kraj to wysoka strata obywateli... naszego kraju. Co prawda, podczas konferencji prasowej prezentującej koncepcję ceł symetrycznych prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump mówił o cłach, jakby były stawkami transakcji pomiędzy firmami, ale może nie cytujmy już więcej króla. Wysokie cło oznacza wyższe ceny konsumpcji wszystkich dóbr, które zależą od tego oclonego. Ta historia nie ma żadnej drugiej strony, która mogłaby przeważyć stratę dobrobytu obywateli USA.

Ktoś mógłby pomyśleć, że przesadzamy. Przecież wzrosną tylko ceny dóbr importowanych. Krajowi producenci nadal będą mogli sprzedawać swoje dobra taniej. Teoretycznie – tak, będą mogli. Tylko dlaczego mieliby to robić? Porównajmy dwie sytuacje. Przed nałożeniem ceł światowa cena aluminium to ok. 1900 dol. za tonę. Nawet gdyby koszty produkcji w hipotetycznym zakładzie wynosiły połowę tej ceny, czy rozsądne jest sprzedawanie aluminium drożej? No właśnie! Teraz przyjrzyjmy się sytuacji po wprowadzeniu ceł. Cena światowa to nadal ok. 1,9 tys. dol. za tonę, ale w USA trzeba dorzucić do tego 10 proc. podatku dla rządu, więc nabywca zapłaci za tonę aluminium prawie 2,1 tys. dol. Czy amerykańskie firmy, sprzedając swojemu krajowemu odbiorcy, mają istotny powód, by zgadzać się na niższą cenę?

Komuś do głowy mogłaby wpaść myśl rodem z „Bondów” z lat 70. albo nawet i „Gildy”: „Aha, ustalając cenę poniżej progu 2,1 tys. dol., przejmę wszystkich klientów w USA i stanę się monopolistą!”. Ktoś naiwnie myślący o niewidzialnej ręce rynku dorzuci: „Aha, zrobią tak wszyscy i oto magiczna moc konkurencji obniży cenę do najniższej możliwej dla producentów”. Obie wizje mają jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością z jednego podstawowego powodu: żaden producent na świecie – w USA czy poza nimi – nie ma mocy wytwórczych wystarczających do zaspokojenia rynku amerykańskiego. Sami Amerykanie łącznie ich nie mają – dlatego też aluminium (oraz stal) importują.


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane