Mechanizm ICO opiera się na technologii blockchain, wykorzystywanej do tej pory na szeroką skalę m.in. na rynku kryptowalut. Sama idea Initial Coin Offering polega natomiast na pozyskiwaniu finansowania określonych przedsięwzięć, z pominięciem długotrwałych i żmudnych procedur typowych dla rynku kapitałowego, poprzez sprzedaż wyemitowanych w tym celu tzw. tokenów. Ich wartość uzależniona jest od powodzenia projektu i wzrostu popytu na tokeny, w czym inwestorzy upatrują możliwość pomnażania kapitału.

Burzliwa dyskusja na temat cyfrowej odsłony rynku finansowego, w tym zjawiska ICO toczy się od dłuższego czasu na każdym niemal kontynencie. Zdania podzielone są nie tylko w zakresie prawnej jego kwalifikacji, ale nawet jego legalności i dopuszczalności. O ile szeroko pojęty rynek widzi w ICO możliwość zysku i rozwoju, o tyle większość organów regulacyjnych i nadzorczych wskazuje na ryzyka z nim związane. Jak wiadomo – tym jednak potencjalnie wyższe zyski im realnie wyższe ryzyko.

Właśnie to realne ryzyko wraz z rosnącą skalą zjawiska wydają się być powodem dla którego i polska Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała się wydać oficjalny komunikat, w którym ostrzega przed dokonywaniem inwestycji w tokeny nabywane w ramach ICO. Komisja zwróciła uwagę na szereg ryzyk, związanych przede wszystkim z brakiem regulacji i niejasnym statusem prawnym ICO oraz ryzyka utraty zainwestowanych środków, które nie korzystają w tym przypadku z żadnych gwarancji, ani po stronie organizatora ICO, ani po stronie państwa. Co istotne, nieuregulowana przestrzeń, w której funkcjonują uczestnicy ICO, jak sugeruje Komisja, może generować potencjalne ryzyko wykorzystywania ICO w celu legalizacji brudnych pieniędzy. Ten ostatni aspekt, w szczególności z powodu anonimowości uczestników, może być bardzo dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa systemów finansowych. Warto jednak zaznaczyć, iż problem ten dostrzeżony (i niejako rozwiązany!) został już przez samych uczestników świata kryptowalutowego, którzy stworzyli wirtualną walutę AML BitCoin spełniającą normy systemów przeznaczonych do przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy (ang. Anti-Money Laundering).

Komisja Nadzoru Finansowego wydając ten komunikat w dosyć jednoznaczny sposób przedstawiła swoje, chyba nad wyraz konserwatywne, stanowisko w zakresie nowych technologii wykorzystywanych na rynku finansowym. Co więcej, powyższe potwierdziła również dobitnie przy okazji wczorajszej dyskusji w sejmowej Komisji Finansów Publicznych, dotyczącej kryptowalut, technologii blockchain i cyberbezpieczeństwa. Co ważne, krytycznie wobec tych kwestii, obok Komisji wypowiadał się również Narodowy Bank Polski, którego negatywne stanowisko w zakresie ewentualnej legalizacji wirtualnych walut znane już jest z wcześniejszych wypowiedzi samego Adama Glapińskiego – Prezesa NBP.

Podejście regulatora i banku centralnego wydaje się być nie tyle niesłuszne, co niecelowe, przede wszystkim ze względu na fakt, iż rozwój innowacyjnych technologii świata finansowego nie jest uzależniony od stanowiska organów państwowych, a jest zjawiskiem samoistnie rozwijającym się w skali globalnej, bez względu na decyzje podjęte na poziomie regulacyjnym. Co ciekawe, postępowanie KNF i NBP zostało w toku komisyjnej debaty wsparte przez przedstawiciela Związku Banków Polskich, według którego dynamika tych zjawisk jest zbyt gwałtowna, by móc świadomie pomijać ryzyko związane z rosnącą bańką spekulacyjną na tym rynku. Tłumaczenia banku centralnego który, jak wskazał, działa zgodnie ze swoim podstawowym celem, jakim jest zapewnienie stabilności finansowej i ochrona polskiej waluty nie przekonały przedstawicieli rynku, w tym młodych przedsiębiorców obecnych podczas dyskusji, zdaniem których sceptyczne podejście nie sprzyja ani stabilności finansowej ani tym bardziej rozwojowi rynku.

Należy podkreślić, iż w podejściu regulatora widać też pewną niekonsekwencję, przejawiająca się w chęci rozdzielenia kwestii dotyczących cyfrowych walut (tu stanowisko jest jednoznacznie negatywne) od kwestii samego wykorzystania technologii tzw. blockchain, która w ocenie nadzoru może być z powodzeniem i sukcesem wykorzystana w świecie finansów. Ostatnie, wspomniane już wyżej stanowisko dotyczące ICO wskazuje jednak, że ryzykownych, w ocenie nadzorcy, powiązań jest więcej. W konsekwencji trudno będzie zatem przewidzieć, które rozwiązania KNF uzna za niedopuszczalne, a które za dozwolone. Wydaje się, że nie sprzyja to budowaniu dialogu z uczestnikami rynku, nad którym, jak podkreśla KNF, mocno pracuje.

W toku dyskusji o wirtualnych walutach ciekawy wydał się głos Ministerstwa Rozwoju, które z perspektywy administracji publicznej zapowiedziało wspieranie rozwoju przedsiębiorców funkcjonujących w świecie technologicznym, wprowadzających innowacyjne rozwiązania w systemie finansów, do których wydaje się można również przypisać organizatorów ICO. Ministerstwo zwróciło uwagę na ryzyka związane przede wszystkim z faktem, iż trudno jest określić realną wartość kryptowalut lub tokenów, ponieważ nie jest możliwe znalezienie dla nich punktu odniesienia, co z kolei rodzi wspomniane już ryzyko powstania bańki spekulacyjnej. Niemniej, samo korzystanie z technologii blockchain wydaje się być w ocenie Ministerstwa bezpieczne, proste i co istotne powoduje ono znaczne ograniczanie kosztów dokonywanych transakcji. Tym samym, celem organów administracyjnych powinno być sprostanie wyzwaniu jakie stawia przed nimi technologia, a nie dokonanie prostego wykluczenia i eliminacji jej z rynku.

Podkreślenia wymaga fakt, iż pomimo różnych interesów, którymi kierują się organy państwowe i uczestnicy rynków, wspólnym głosem w dyskusji jest widziana przez wszystkich konieczność stworzenia pewnych ram prawnych, w których funkcjonować będą nowe technologie. Zapewnienie odpowiedniej przestrzeni prawnej zmniejszy ryzyko po stronie uczestników rynku oraz wyposaży organy państwa w narzędzia niezbędne dla zapewniania jednoczesnego bezpieczeństwa i rozwoju. 

Zuzanna Walczyk, Prawnik w kancelarii Snażyk Granicki