Nowa regulacja to odpowiedź na starzenie się społeczeństwa i tym samym jedną z największych bolączek prowadzących biznes. – W ewidencji mamy ponad 200 tys. właścicieli firm, którzy ukończyli 65. rok życia. A miesięcznie otrzymujemy 100 zgłoszeń o śmierci przedsiębiorców – przyznaje wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że to obecnie jeden z najbardziej palących problemów. Skala w najbliższych latach będzie się nasilała. 80 proc. osób rozpoczynających biznes decyduje się na jednoosobową działalność gospodarczą. W CEIDG wpisanych jest już 2,4 mln przedsiębiorców.

- Przez kilka lat rządzący przekonywali, że lada moment rozwiążą problem. Ale na deklaracjach się kończyło. Głęboko wierzę, że projekt przygotowany przez ministerstwo zostanie uchwalony. Jest dobrze napisany i potrzebny przedsiębiorcom - twierdzi Dorota Wolicka, była wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Co proponuje resort? Przede wszystkim w przeciwieństwie do tego, co jest teraz - po śmierci osoby prowadzącej działalność wpisaną do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej nie będą wygasały umowy i kontrakty ani koncesje, licencje i zezwolenia. Będzie można nadal korzystać z oznaczenia przedsiębiorstwa i numeru NIP zmarłego przedsiębiorcy. Dla kontrahentów więc - jeśli nie znali osobiście zmarłego – w zasadzie nic się nie zmieni.

By  umożliwić płynną kontynuację biznesu ustawa pozwoli powołać zarządcę sukcesyjnego. To on od śmierci prowadzącego biznes aż do wyjaśnienia wszelkich kwestii spadkowych będzie zarządzał działalnością. Zarządcę będzie mógł powołać przedsiębiorca jeszcze za swego życia, albo najbliżsi już po jego śmierci. Będzie on mógł samodzielnie prowadzić bieżącą, codzienną działalność firmy. Przetrwanie biznesu nie powinno zatem być zagrożone.

Pomóc w sukcesji firm mają też preferencje podatkowe. Projekt ustawy przewiduje zwolnienie z podatku w przypadku nabycia przez sukcesora w drodze dziedziczenia lub zapisu windykacyjnego własności przedsiębiorstwa lub udziału w nim. Warunkiem będzie prowadzenie biznesu przez nabywcę (czyli najczęściej spadkobierców) przez co najmniej pięć lat. Niektórzy uważają, że ten okres jest zbyt długi. Twierdzi tak 43,3 proc. przedsiębiorców, którzy odpowiedzieli na ankietę Inicjatywy Firm Rodzinnych. Ale są też tacy, którzy uważają, że wybrano optymalny wariant.

- Pięcioletni termin odpowiada terminom, które już teraz występują w prawie podatkowym. A przecież ważne, aby ustawa była spójna z obowiązującymi regulacjami - zwraca uwagę Mariusz Korzeb, ekspert Pracodawców RP.

Projekt ustawy podlegał w ostatnich tygodniach konsultacjom. Adwokat Radosław Płonka, ekspert prawny BCC, uważa, że mimo pozytywnego generalnego wydźwięku, są rzeczy, które można poprawić. - Wydaje mi się, że dobrze by się stało, gdyby ustawodawca dopuścił możliwość pełnienia obowiązków zarządcy przez osoby prawne, a nie tylko fizyczne. Wyobrażam sobie, że wyspecjalizowany w zarządzie sukcesyjnym podmiot mógłby w wielu przypadkach prowadzić sprawy lepiej niż osoby, które muszą dzielić swój czas pomiędzy biznes i żałobę - uważa mecenas.

Ministerstwo jednak nie jest przekonane do tego rozwiązania. Ustawa ma bowiem służyć przede wszystkim firmom rodzinnym, a nie sprzyjać wytworzeniu nowej specjalizacji wśród prawników. Dodatkowo w przypadku zarządu sprawowanego przez osoby prawne mogłoby dojść do sytuacji, gdy niektóre decyzje byłyby podejmowane w formie uchwał. Te zaś można zaskarżyć do sądu. W efekcie cel w postaci uproszczenia przejęcia biznesu przez rodzinę nie zostałby osiągnięty.

Drobne uwagi ma również Inicjatywa Firm Rodzinnych. Podkreśla ona jednak, że chodzi o szczegóły, które nijak nie wpływają na pozytywny odbiór projektu. Tym bardziej, że Ministerstwo Rozwoju już zapowiedziało, że część spostrzeżeń przedsiębiorców zostanie uwzględniona w kolejnej wersji projektu.

Urzędnicy chcą, aby ustawa weszła w życie w połowie 2018 r.

Materiał powstał przy współpracy z PARP.