RPOL to firma rodzinna. Zajmują się państwo przede wszystkim produkcją sprzętu AGD. Ostatnio wzbogaciliście się o własne Centrum Badawczo-Rozwojowe. Zacznijmy jednak od początku – jak to się zaczęło?
Firmę w 1959 r. założył mój dziadek. Teraz prowadzi ją mój ojciec, a w przyszłości ja z bratem mamy nadzieję kontynuować tę rodzinną tradycję. Przez wiele lat dziadek produkował akcesoria samochodowe. Niektóre z nich są produkowane i sprzedawane po dziś dzień np. odłączniki akumulatora. Ojciec powiększył naszą produkcję o głowice termostatyczne i czujniki temperatury. Do wszystkich naszych produktów tworzymy też narzędzia produkcyjne – formy wtryskowe, tłoczniki i wykrojniki. Na bazie doświadczeń, a także w oparciu o nasze możliwości, zdecydowaliśmy się stworzyć i wprowadzić na rynek nowy własny produkt. Jest to wieloczynnościowe urządzenie kuchenne Speedcook do domowego przyrządzania zdrowych posiłków. Sprzedajemy je od niemal dziesięciu lat, głównie w Polsce. Nasze komponenty są za to coraz częściej wykorzystywane zagranicą.

Konkurują państwo z prawdziwymi gigantami – marki kojarzone z urządzeniami AGD należą głównie do światowych koncernów. Jak się to udaje?
Nasz marketing opieramy głównie na bezpośrednim kontakcie z klientem. Dużą zaletą jest fakt, że urządzenie produkowane jest w Polsce. Po pierwsze – daje nam to poczucie pewności, pod względem jakości wykonania. Każdą część – poza silnikiem i elektroniką – wykonujemy sami, wiemy więc dokładnie, za co odpowiadamy. Z drugiej strony jest korzyść klienta. Jesteśmy blisko i możemy w pełni serwisować nasze produkty. Inaczej jest w przypadku marek, które w Polsce mają rozwiniętą tylko dystrybucję.

Produkują państwo swoje urządzenie od prawie dekady, ale dopiero nieco ponad dwa lata temu firma złożyła wniosek o dofinansowanie Centrum Badawczo-Rozwojowego. Wcześniej nie było potrzebne?
Na początku wykorzystywaliśmy w tym celu park maszynowy w części produkcyjnej naszego zakładu. Jednak łączenie tych dwóch funkcji powodowało coraz więcej kłopotów. Co oczywiste – zaburzało proces produkcji. Chodziło też o warunki prowadzenia prac nad udoskonalaniem naszego robota kuchennego. To urządzenie jest przeznaczone do stosowania w domowych kuchniach. Tymczasem musieliśmy prowadzić część prac nad jego udoskonalaniem w hali produkcyjnej, w otoczeniu maszyn, na których wykonywane były takie czynności jak obróbka skrawaniem. Najbardziej przeszkadzał nam hałas i nie zawsze taki poziom czystości, jakiego byśmy potrzebowali. Na przykład próby związane z obniżeniem poziomu głośności pracy naszego urządzenia musieliśmy przeprowadzać w salach konferencyjnych.  Doszliśmy do wniosku, że nadszedł moment, w którym niezbędne są osobne pomieszczenia i osobne maszyny – aby działania rozwojowe i nasza standardowa praca, z której są one finansowane, nie kolidowały ze sobą.

Udało się dostać dofinansowanie z działania 2.1 „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw” programu Inteligentny Rozwój. Cały projekt miał wartość ponad 2,2 mln zł, z czego ponad 1,5 mln zł stanowiła dotacja. Jak dziś wygląda państwa Centrum Badawczo-Rozwojowe?
Powstały nowe pomieszczenia, które zostały wyposażone w sposób umożliwiający nam prowadzenie wszystkich niezbędnych prac rozwojowych związanych z udoskonalaniem naszego urządzenia. Mamy na przykład do dyspozycji trzy drukarki 3D – to znacznie przyspieszyło nasze prace. Niektóre maszyny dublują się ze sprzętem, posiadanym w części produkcyjnej. Jednak dzięki temu, że są one używane tylko do celów badawczych znacznie zwiększyła się precyzja wytwarzanych elementów. Używanie maszyn produkcyjnych do wytwarzania prototypów zakłócało naszą bieżącą produkcję. Posiadając maszyny w CBR  możemy przeprowadzać nasze próby bez presji czasu i na spokojnie wprowadzać kolejne korekty.  Z urządzeń, których wcześniej nie posiadaliśmy, zakupiliśmy na przykład wyważarkę wirników. Dzięki całej inwestycji nie tylko poprawiliśmy warunki pracy, ale zyskaliśmy też zupełnie nowe możliwości, na przykład w sferze marketingu

To ciekawe, może pan coś więcej o tym powiedzieć?
Speedcook to urządzenie przeznaczone dla osób, które cenią sobie zdrowe żywienie. Pozwala szybko i prosto przygotować posiłki, dla których punktem wyjścia są nieprzetworzone składniki. Naszą sprzedaż wspieramy między innymi poprzez wprowadzenie książek kucharskich, z gotowymi przepisami podpowiadającymi, jak wykorzystać wszystkie możliwości urządzenia. Nowe pomieszczenia stwarzają nam możliwość prezentacji kolejnych etapów przygotowywania posiłków. Są świetnym otoczeniem dla sesji zdjęciowych – a jak wiemy, większość ludzi „je oczyma”.

Czy bez wsparcia w postaci dotacji również zdecydowaliby się państwo na podobną inwestycję?
Sytuacja zdecydowanie tego wymagała. Prace rozwojowe coraz bardziej kolidowały z podstawową działalnością firmy. Jednocześnie coraz bardziej doskwierały nam kompromisy, na które szliśmy prowadząc testy i tworząc prototypy w środowisku produkcyjnym. Przypuszczam więc, że do takiej inwestycji doszłoby tak czy inaczej. Jednak bez unijnej dotacji na pewno nie udałoby się jej zrealizować na taką skalę i w tak krótkim czasie.

Centrum Badawczo-Rozwojowe jest już gotowe. Czy to oznacza, że zakończyli państwo projekt objęty dotacją?
Zrealizowaliśmy planowane inwestycje, ale cały projekt to coś więcej, niż tylko budowa pomieszczeń czy zakup maszyn i urządzeń. Składając wniosek o dotację musieliśmy przedstawić tzw. agendę badawczą. To plan przedstawiający, w jaki sposób zamierzamy wykorzystać nowe możliwości. Opisaliśmy działania, jakie będziemy realizować i cele, jakie zamierzamy dzięki nim osiągnąć. Teraz wywiązujemy się właśnie z tej części projektu.

Czy wcześniej również pracowali Państwo w oparciu o takie plany, czy była to nowość i dodatkowy obowiązek?
Nie mogę powiedzieć, abyśmy wcześniej nie planowali. Jednak prawda jest taka, że najczęściej plany te pozostawały w głowach twórców i podlegały licznym modyfikacjom – w zależności od aktualnego biegu zdarzeń. Nie było też silnej presji na terminy. Wymóg, aby do wniosku załączyć agendę badawczą zmusił nas do tego, aby w spokoju przedyskutować co, kiedy i dlaczego chcemy zrobić oraz spisać te zamierzenia nadając im wagi i terminy. Uważam, że takie podejście do pracy ma dużo zalet. Przede wszystkim daje punkt odniesienia. Pozwala też kompleksowo spojrzeć na przedsięwzięcie i zawczasu przewidzieć pewne zdarzenia, które w innych okolicznościach mogłyby stanowić zaskoczenie. Myślę, że w przyszłości spróbujemy stosować tą metodę w naszej pracy, chociaż pewnie bez presji dotacji zwiększymy elastyczność podejścia do terminów i modyfikacji.
Rozmawiała Monika Niewinowska