Prezes Rady Ministrów od stycznia nie złożył kontrasygnaty pod aktem powołania na wiceprezesa NBP prof. Witolda Kozińskiego. Nie przedstawił też powodów, dlaczego blokuje tę kandydaturę. Jej skutkiem są trudności organizacyjne w banku, a eksperci prawni podkreślają, że działanie premiera może być odczytane jako próba uzależnienia NBP od władzy wykonawczej.

Spór w doktrynie

Procedura powołania wiceprezesów wygląda tak, że prezes NBP kieruje do prezydenta wniosek o powołanie na to stanowisko konkretnej osoby. Po zaakceptowaniu kandydata przez głowę państwa, wniosek trafia do premiera, który powinien kontrasygnować akt powołania wiceprezesa. Rodzi się pytanie, czy jest to uprawnienie prezesa RM, czy jego obowiązek.

- Gdyby premier miał wiadomości o kandydacie, które w świetle prawa wykluczają tę nominację, to ponieważ wszystkie organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, to nie mógłby tej kontrasygnaty udzielić - tłumaczy dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaje jednak, że odmowa premiera nie może być nieuzasadniona lub też uzasadniona w sposób, który może być rozumiany jako próba uzależnienia wiceprezesa banku od stanowiska rządu w konkretnych kwestiach. Bank jest zasadniczo niezależny od władzy wykonawczej i ustawodawczej.

Tak więc premier nie powinien odkładać powołania wiceprezesa, jeżeli nie ma merytorycznych zarzutów co do kandydata. Prezes RM ma to uczynić niezwłocznie.

Bez nadmiernego przeciągania

- Oznacza to, że premier powinien udzielić kontrasygnaty po wyjaśnieniu ewentualnych wątpliwości. Przy czym to wyjaśnianie wątpliwości nie może przeciągać się nadmiernie i nie może w ten sposób powodować wrażenia, że chodzi tutaj o uzależnienie banku od rządu, albo że rząd nie traktuje niezależności banku jako ważnej wartości konstytucyjnej - wyjaśnia Ryszard Piotrowski.

Eksperci podkreślają ponadto, że premier nie może weryfikować kandydatów na wiceprezesów, gdyż wykracza to poza jego kompetencje.

- Premier ze względu na tę instytucję kontrasygnaty nie nabywa kompetencji w procedurze powoływania wiceprezesów banków - konkluduje Ryszard Piotrowski.

Inaczej uważa prof. Piotr Winczorek.

- Premier może odmówić kontrasygnaty, powołując się na to, że nie chce brać odpowiedzialności za decyzje prezydenta. Nie ma żadnych prawnych środków nacisku, aby prezes NBP lub premier zmienili zdanie - mówi.

- Żadne regulacje nie zastąpią rozsądku i chęci współpracy w imię wspólnego dobra - dodaje Piotr Winczorek.

Problemy organizacyjne

W styczniu dwaj wiceprezesi NBP złożyli rezygnacje ze stanowisk. Prezes NBP przedstawił kandydatów prezydentowi, a głowa państwa ich zaakceptowała. Premier jednak nie złożył kontrasygnaty pod ich powołaniami.

- W tej sytuacji prezes musiał przejąć na siebie wszystkie obowiązki wykonywane dotychczas przez wiceprezesów. W konsekwencji nie mógł m.in. wziąć udziału w dwóch spotkaniach międzynarodowych, gdyż w banku nie było żadnego zastępcy - tłumaczy Józef Ruszar, dyrektor departamentu komunikacji społecznej w NBP.

Pewien przełom nastąpił w ubiegłym tygodniu, kiedy premier złożył kontrasygnatę pod powołaniem na wiceprezesa Piotra Wiesiołka.