Zainteresowanie ukraińskimi kupującymi widać w nieruchomościach, a dokładnie w pośrednictwie na tym rynku. Sieć Metrohouse – obecna w 52 miastach – wiosną uruchomiła serwis internetowy w języku ukraińskim, a już wcześniej w jej biurach w największych miastach i na wschodzie kraju pojawili się pracownicy ze znajomością ukraińskiego i rosyjskiego. Także sieć Home Broker na początku roku ruszyła z kampanią marketingową skierowaną do obywateli Ukrainy. Swego czasu reklamę w języku ukraińskim emitował jeden z telekomów. Żadna z firm nie zdradza, jaką część przychodów generują klienci ze Wschodu.

– Mamy świadomość, że Ukraińcy będą coraz aktywniej penetrować polski rynek pracy. Wielu z nich pozostanie tu na dłużej wraz ze swoimi rodzinami i będą coraz bardziej znaczącymi klientami dla pośredników – ocenia Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Ale rynek nieruchomości to dopiero początek. Coraz liczniejsza migracja z Ukrainy – licząca w szczycie rynkowym, czyli latem, nawet 1,3 mln osób – jest łakomym kąskiem dla rynku.

– Można by się doszukiwać także na rynku konsumenckim podobieństw w stosunku do pierwszych lat zmasowanej migracji Polaków do Wielkiej Brytanii. Jest podobnie, ale podstawową różnicę stanowi to, że Polacy mogli wyjeżdżać na dowolny czas, a Ukraińcy, wykorzystując oświadczenia o pracę, są tylko przez pół roku. Stąd różnice w konsumpcji i jej skali – mówi Andrzej Kubisiak z agencji Work Service specjalizującej się w zagranicznym pośrednictwie pracy. – Dlatego podstawową strategią pracowników z Ukrainy jest ograniczanie wydatków, by jak najwięcej zaoszczędzić. Ale oczywiście części konsumpcji nie da się ograniczyć. Są takie usługi, za które nawet migracja, zdecydowana nie wydawać za wiele, chętnie zapłaci. To rozmowy telefoniczne do rodziny, przekazy pieniężne czy niedrogie połączenia transportowe z domem – dodaje Kubisiak.

Tak jak na Wyspach rozwinął się rynek tanich przekazów pieniężnych (w pewnym momencie oferowało je nawet Tesco pomiędzy sklepami w obu krajach, tzn. wpłacało się w sklepie w Wielkiej Brytanii, a wypłacić można było we wskazanym sklepie sieci w Polsce). U nas podobne transfery oferuje WesternUnion, a nawet wystartował nowy gracz, Meest Transfer. Firma od pół roku realizuje przekazy z Polski do 140 krajów, ale specjalizuje się w Ukrainie. Na razie dysponuje ok. 30 punktami. – Wartość przekazywanej przez nas gotówki rośnie, a decyzja o wejściu do Polski opiera się na długoterminowej strategii. Jestem przekonany, że grono pracujących i mieszkających tu Ukraińców wzrośnie w przyszłości do kilku milionów – ocenia Aleksander Winnicki z Meest Transfer.

Ruch wokół klientów z Ukrainy widać też w bankach. PKO BP deklaruje, że ma w planach działania wspierające sprzedaż dla tej grupy klientów. Obecnie oferuje m.in. promocyjne ceny przelewów na Ukrainę. W BGŻ BNP Paribas do klientów ukraińskojęzycznych dostosowany jest serwis internetowy, także infolinia zatrudnia konsultantów mówiących po rosyjsku i ukraińsku. Nad wdrożeniem obsługi telefonicznej w języku ukraińskim pracuje BZ WBK.

Ukraińców też dosyć szybko, bo już dwa lata temu, zauważyły telekomy. Jako pierwszy specjalną ofertę połączeń na Ukrainę przygotował T-Mobile, a konkretnie Heyah. O tego klienta stara się także wirtualny operator: Klucz Mobile, który od kwietnia 2013 r. oferuje połączenia głównie dla cudzoziemców właśnie zza wschodniej granicy.

Play w tym roku podszedł do tematu naprawdę na poważnie. Blondynka z reklamy Play szaleje na minikoncercie ukraińskiego zespołu – Okean Elzy. Na dole ekranu pojawia się informacja w języku ukraińskim, że teraz w Play najniższa stawka połączeń z Polski na Ukrainę to tylko 29 gr za minutę i SMS, a na koniec lektor w tym samym języku mówi: „Przejdź do Play i wybierz Play na kartę”. Sieć nie chce zdradzić, jakie są szczegółowe efekty tej kampanii, ale zapewnia, że jest z nich zadowolona.

Oczywiście najsilniej o Ukraińców stara się po prostu rynek pracy. Jedna z agencji wydawniczych specjalizująca się w gazetach firmowych kierowanych do pracowników w lutym ruszyła z ofertą regularnych wydawnictw w języku ukraińskim. Głośna była kampania McDonald’s, który miał dwujęzyczne billboardy, szukając pracowników.

Czy i jak bardzo Ukraińcy kreują popyt? – By liczący ponad milion klientów rynek faktycznie zaczął napędzać konsumpcję wewnętrzną, niezbędne byłoby doprowadzenie do tego, by ta emigracja przestała być ściśle zarobkowa. Żeby ludzie mogli i zechcieli zostać na dłużej. Już pojawiały się zapowiedzi zmian i dopuszczenia nawet dwuletniego pobytu. To byłoby mocnym sygnałem dla wielu branż – podsumowuje Andrzej Kubisiak z Work Service.