To, że największa spółka górnicza w UE ma gigantyczne problemy wydobywcze, nie jest tajemnicą. DGP pierwszy ujawnił ich skalę. Wydobywcza dziura sięga już 1,8 mln ton, co oznacza, że w tym tempie na koniec roku produkcja może być mniejsza o 5–6 mln ton niż zaplanowane 32 mln ton.

Jak zasypać przepaść?

Z nieoficjalnych informacji DGP wynika jednak, że PGG zakłada, iż nadrobi produkcyjne straty w drugim półroczu, uruchamiając nowe fronty wydobywcze, a na koniec roku „węglowa dziura” wyniesie 1–1,2 mln ton. Tyle, że choć spółka przyznaje się do produkcyjnych problemów, to w jednym z ostatnich dobowych raportów wydobywczych pokazała, że problemu tak naprawdę nie ma. Z dokumentu wynika, że łączne wydobycie w dziewięciu kopalniach jest mniejsze od zaplanowanego na ten rok jedynie o niespełna 6700 ton. To tyle, ile dobowo produkuje średniej wielkości kopalnia. W tym samym raporcie czytamy, że prace przygotowujące kolejne fronty też idą całkiem dobrze, bo nie wykonano „tylko” ok. 1200 metrów wobec założonego planu. I tu zaczynają się schody. Dane te pochodzą z raportu produkcyjnego z 9 maja, który diametralnie różni się od raportów dobowych, do których dotarł DGP, z poprzednich i kolejnych dni. W pozostałych dokumentach widać, że „wydobywcza dziura” pogłębia się konsekwentnie, a niewykonanych prac przygotowawczych jest grubo ponad 9 tys. m. Co się stało z dokumentem z 9 maja?

– Był Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach – ucina Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80. – A najlepiej proszę spytać Davida Copperfielda. On potrafi „znikać” całe budynki, to może „zniknął” całą lukę wydobywczą PGG. A może do komputera wdarł im się jakiś wirus – ironizuje.

10 maja Polska Grupa Górnicza zaprezentowała podczas EKG swą strategię na lata 2017–2030. Nasi śląscy rozmówcy twierdzą, że podrasowany raport z 9 maja miał być asem w rękawie na wypadek trudnych pytań dotyczących kłopotów PGG. – Wydawało się najpierw, że to korekta związana z urealnieniem planu wydobywczego PGG i wtedy by to nie dziwiło, jednak w kolejnych dniach dane wróciły do tych gorszych – tłumaczy osoba zbliżona do spółki.

Kto zawinił

Polska Grupa Górnicza przekonuje jednak, że problemu nie ma.

Raporty wydobywcze Polskiej Grupy Górniczej

Raporty wydobywcze Polskiej Grupy Górniczej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– 9 maja podczas wprowadzania danych dotyczących wielkości wydobycia nastąpiła zwykła ludzka pomyłka. Błąd został natychmiast wychwycony i na osobiste polecenie wiceprezesa PGG do spraw produkcji skorygowany – mówi DGP Tomasz Głogowski, rzecznik PGG. – Raport z błędnymi danymi był krótko dostępny (przez około dwie godziny) w wewnętrznym systemie, do którego dostęp mieli jedynie pracownicy pionu produkcji PGG. Spółka w żaden sposób nie udostępniła wspomnianych danych na zewnątrz – tłumaczy. I przypomina, że podczas prezentacji strategii PGG w ogóle nie przedstawiała ani nie odnosiła się do żadnych danych dotyczących wielkości wydobycia. Prezes Tomasz Rogala powiedział tylko o planie średniorocznej produkcji na poziomie ok. 30 mln ton. – Prezes PGG zarówno po zakończonej prezentacji strategii, jak i podczas dwóch paneli górniczych szczegółowo odpowiadał na pytania dziennikarzy, przyznając, że obecny poziom wydobycia jest niższy od zakładanego i spółka podjęła już niezbędne działania korygujące – dodaje Głogowski. Rogala zapowiedział, że w tym roku zostaną uruchomione dwie dodatkowe ściany wydobywcze w kopalni Ruda oraz jedna okresowa w kopalni Bolesław Śmiały. Ma to zniwelować m.in. problemy w kopalni Ziemowit, gdzie kombajn wjechał w kamień, co praktycznie zastopowało produkcję, czy w kopalni Rydułtowy, która miała problemy z wentylacją. – Nie zaprzeczaliśmy nigdy, że mamy mniejsze wydobycie od zaplanowanego na ten rok, ale chcemy nadrobić te problemy w drugim półroczu i podtrzymujemy plan produkcyjny na rok 2017 na poziomie ok. 32 mln ton – powiedział DGP Tomasz Rogala.

– Jeśli zajdzie taka potrzeba, to raport z 9 maja okaże się prawdziwy, a nie te pozostałe. W PGG powszechna jest teza, że raporty pokazujące, jak jest źle, mają być tylko mobilizacją dla dyrektorów kopalń, by nie spoczęli na laurach – tłumaczy nasz rozmówca zbliżony do spółki.

Nabrać wody w usta

PGG przejęła 1 kwietnia kopalnie Katowickiego Holdingu Węglowego i jak na razie to one wykonują swoje plany wydobywcze. Tyle że ze sporą stratą. – W kopalniach KHW zadania wydobywcze są mniej ambitne niż w PGG, stąd takie różnice – tłumaczy DGP osoba znająca sprawę.

O kłopoty wydobywcze zapytaliśmy też akcjonariuszy PGG i nadzorujące ją Ministerstwo Energii. Przypomnijmy – PGG powstała rok temu i od tego czasu uzyskała ok. 4 mld zł dokapitalizowania m.in. od kontrolowanych przez Skarb Państwa spółek energetycznych oraz od państwowego Węglokoksu.

– Węglokoks obowiązuje umowa o zachowaniu poufności podpisana z PGG. Zobowiązuje nas ona do nieprzekazywania jakichkolwiek informacji, które nie są dostępne publicznie. Jesteśmy przekonani o poprawności i rzetelności wszelkich danych przekazywanych nam przez PGG zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa – mówi DGP Wojciech Janocha z biura prasowego Węglokoksu.

Odpowiedzi, które padły od akcjonariuszy (Energa i PGE), są wymijające i sprowadzają się do stwierdzenia, że firmy te „nie są uprawnione do udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące działalności operacyjnej Polskiej Grupy Górniczej. Właściwym adresatem tych pytań jest zarząd tej spółki”. Resort energii nie odpowiedział w ogóle.