– Dzięki najnowszemu oprogramowaniu symulacje komputerowe w zakresie na przykład aerodynamiki umożliwiają wykonywanie w przemyśle lotniczym ponad 90 proc. badań nowych produktów w formie wirtualnej. To niezwykle ogranicza koszty, bo nie trzeba już budować kolejnych prototypów i testować ich w warunkach fizycznych, ale i czas – mówił Krzysztof Krystowski wiceprezes Leonardo Helicopters, właściciela PZL-Świdnik SA, podczas rozpoczętego wczoraj w Katowicach IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

– Jestem przekonany, że jeszcze za naszego życia będziemy musieli się przyzwyczaić do bezzałogowej komunikacji lotniczej. Już teraz urządzenia latające bez pilotów są coraz większe. W tej chwili pracujemy nad największym takim śmigłowcem w Europie SW-4 RUAS Solo, który zabiera czwórkę pasażerów i który będzie latał bez jakiejkolwiek obsługi. Na tym etapie na pewno się jednak nie zatrzymamy – deklarował Krzysztof Krystowski. – Pasażerowie będą musieli przyzwyczaić się do tego, że nie leci z nimi pilot – żartował.

Musimy wystrzegać się pokusy dehumanizacji organizacji. To ludzie są najważniejszą wartością każdej firmy. Im bardziej procesy decyzyjne i produkcyjne stają się zautomatyzowane, powtarzalne, precyzyjne – co nie jest typową cechą przeciętnego człowieka – tym bardziej element humanizmu winien być wzmacniany.

Krzysztof Krystowski

Czy to oznacza, że IV rewolucja przemysłowa ostatecznie doprowadzi do tego, że sprzęty zastąpią ludzi i zostaniemy wyparci z rynku pracy? – Często jestem o to pytany – przyznał Preston McAfee, główny ekonomista Microsoft Corporation, podczas swej prelekcji na kongresie. Odpowiadając posłużył się przykładem. – Prawie każda technologia odejmuje ludziom pracy. Nie jest to jednak złe. Buldożer może zastąpić pracę setki ludzi kąpiących przy pomocy łopat. Taka maszyna musi mieć jednak operatora posiadającego umiejętności jego obsługi – zaznaczył. Niektóre technologie są właśnie jak ten buldożer i zmuszają ludzi do tego, by zdobywali nowe umiejętności, kwalifikacje. inne technologie są natomiast substytutami dla ludzkich umiejętności, czego przykładem jest kalkulator. Dziś kasjerzy nie muszą już dobrze liczyć, by wydać resztę, robi to za nich maszyna – dodał przedstawiciel Microsfotu.

Zdaniem uczestników panelu „IV Rewolucja Przemysłowa – Nasza Współczesność” umiejętne poruszanie się między dobrodziejstwami płynącymi z rozwoju technologii a dbaniem o pracowników, to właśnie zadanie dla pionów odpowiedzialnych za rozwój firm.

– Musimy uświadamiać ludziom, że ryzyka wiążące się z rewolucją są dużo mniejsze niż szanse za nią stojące – mówił Grzegorz Należyty, członek zarządu Siemensa sp. z o.o.

– Jako menedżerowie dużych podmiotów musimy wystrzegać się też pokusy dehumanizacji organizacji. To ludzie są najważniejszą wartością każdej firmy. Im bardziej procesy decyzyjne i produkcyjne stają się zautomatyzowane, powtarzalne, precyzyjne – co nie jest typową cechą przeciętnego człowieka – tym bardziej element humanizmu winien być wzmacniany. Wiara w szkiełko i oko nie może zaprowadzić nas jednak zbyt daleko – przestrzegał Krystowski.

– Najważniejszy jest czynnik ludzki i zdolność człowieka do podejmowania ryzyka i zmiany modeli biznesowych oraz mentalnych. Chociaż oczywiście zmiana nie jest najbardziej ulubioną rzeczą przez człowieka – wtórowała Małgorzata Taczanowska, członek zarządu Microsoftu.

Krzysztof Krystowski zaznaczył jednak, że również rządzący muszą odnaleźć się w rozwijającym się świecie. – Wszyscy czytamy Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego, chcemy wyzwolić się z pułapki średniego tempa rozwoju, zależy nam, by innowacje były tworzone w Polsce, żebyśmy przestali być gospodarką imitacyjną w tym zakresie. To jest niezwykle ważne – mówił Krystowski. Jego zdaniem do tego prowadzą jednak dwie równolegle ścieżki: jedna wiedzie poprzez angażowanie w ten proces modnych obecnie start-upów. – Większość nowych technologii – czy tego chcemy, czy nie – generują jednak wielkie korporacje. W Polsce mamy takie firmy. Dużą rolą rządu jest to, by potrafił zatrudnić te duże globalne korporacje do krajowego celu. Trzeba rozmawiać, nawet jeśli będą to rozmowy trudne. Firmy takie jak nasza potrzebują rządowego wsparcia, żeby tworzyć rzeczy na najwyższym światowym poziomie – akcentował przedstawiciel Świdnika. Dlatego też w jego ocenie sytuacja, jaka miała miejsce w 2015 r., w którym to dwie firmy, które zaangażowały w Polsce poważne środki finansowe, ale z przyczyn formalnych zostały wyeliminowane z przetargu na śmigłowce, nie może się więcej powtórzyć.

Przypomniał, że jego firma od 65 lat zajmuje się produkcją śmigłowców w Polsce. PZL Świdnik zatrudnia w kraju około 650 inżynierów, którzy są w stanie wypracowywać nowatorskie rozwiązania.

PARTNER