"Jeśli nie wystąpią pewne czynniki, których dzisiaj jeszcze nie ma w gospodarce światowej, to bardzo możliwe, że sytuacja zacznie się stabilizować jeszcze w 2009 roku, a nie jak się mówi w 2010 roku. Powinno to spowodować, że od 2010 roku powinniśmy wychodzić z tej sytuacji, a nie w niej jeszcze trwać" - powiedział dziś Szejnfeld.

Zauważył, że potrzebne są różne scenariusze rozwoju sytuacji kryzysowej, bo "dzisiaj nie ma nikogo, kto mógłby odpowiedzialnie, podpisując się własnym nazwiskiem, powiedzieć, jak będzie naprawdę".

"Ten kryzys ma bardzo specyficzne podłoże, bo jego początkiem są rynki finansowe, a nie realna gospodarka. Skutkuje to bardziej brakiem zaufania co do potencjalnej przyszłości, niż faktycznymi przesłankami, że jest i będzie gorzej" - wyjaśnił wiceminister.

Dlatego - jego zdaniem - potrzebne są różne warianty rozwoju sytuacji. "Żeby potem wybierać w planowaniu rządowej reakcji między pesymistycznymi i optymistycznymi wariantami (...), ale będąc przygotowanym na wszystkie scenariusze" - dodał.