Gazprom zapowiedział wczoraj dalsze ograniczenia dostaw surowca na Ukrainę. Wzrasta niebezpieczeństwo, że jego ofiarami staną się również odbiorcy rosyjskiego gazu z UE, w tym Polska. Ukraiński Naftohaz ostrzega, że jego odpowiedzią na ograniczenia dostaw rosyjskiego gazu o połowę dla Ukrainy może być zmniejszenie tranzytu tego surowca do państw Europy Zachodniej. Jeśli władze w Moskwie i Kijowie nie dojdą do porozumienia i strona ukraińska zrealizuje groźby, to Polska może otrzymywać o ok. 1/5 gazu mniej, mimo że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo odbiera przez punkt zdawczo- -odbiorczy w Drozdowiczach około 15 mln m sześc. gazu, co stanowi około połowę importowanego surowca.

- W przypadku całkowitego wstrzymania tranzytu przez Ukrainę jest możliwość przerzucenia części dostaw realizowanych w ramach kontraktu z Gazpromem na kierunek białoruski - mówi Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG.

Oznaczałoby to, że naprawdę zagrożony jest tylko tranzyt gazu w ramach kontraktu z Ros-UkrEnergo, stanowiący ok. 20 proc. zaopatrzenia w gaz.

- Zapasy w magazynach pozwalają na uzupełnienie takiej luki bez redukcji zaopatrzenia krajowych odbiorców - zapewnia Joanna Wasicka-Zakrzewska.

Do największych klientów PGNiG należą: Grupa Orlen (odbiera ok. 1,2 mld m sześc. gazu rocznie), Zakłady Azotowe Puławy (900 mln m sześć.) i Zakłady Chemiczne Police (500-600 mln m sześc.). W gronie największych odbiorców gazu są również inne firmy chemiczne, w tym zakłady azotowe w Kędzierzynie i Tarnowie. W sytuacjach kryzysowych to te firmy obejmują ograniczenia w dostawach gazu w pierwszej kolejności.

- Na razie nie mamy powodów do obaw - mówi Dawid Piekarz, rzecznik PKN Orlen. Zdaniem analityków giełdowych, krótkotrwałe ograniczanie dostaw gazu z Ukrainy nie powinno mieć dużego wpływu na wyniki PGNiG i jego największych odbiorców.