Oficjalnie początek prac nad jedną z największych inwestycji przemysłowych w Polsce Grupa Azoty ogłosiła przed dwoma laty. Do realizacji projektu powołana została firma PDH Polska, której właścicielem zostały Zakłady Chemiczne Police. Wchodząc w skład Grupy Azoty, spółka wpłaciła do PDH 60 mln zł. Zgodnie z przedstawionym wtedy planem, do marca zeszłego roku miał być gotowy ostateczny projekt inwestycji, a w ostatnim kwartale 2016 r. wystartować prace budowlane.

Harmonogramu nie udało się dotrzymać, bo zmiana władzy w wyniku wyborów parlamentarnych z jesieni 2015 r. skutkowała czystką personalną w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. Grupę Azoty dotknęło to w sposób szczególny. Stanowiska we władzach firmy stały się przedmiotem walki między rywalizującymi ze sobą w ramach Prawa i Sprawiedliwości frakcjami. Na początku zeszłego roku Pawła Jarczewskiego na stanowisku szefa Azotów zastąpił Mariusz Bober, w grudniu prezesem firmy został Wojciech Wardacki. Ten ostatni stanął na czele całej grupy, opuszczając stanowisko prezesa Polic, gdzie od kwietnia pracował przede wszystkim właśnie nad inwestycją PDH.

– To nie jest łatwy projekt dla spółki, nie tylko ze względu na skalę. Planowany był w czasach, kiedy relacje między ceną surowca i produktu końcowego były dla firmy bardzo korzystne. Przede wszystkim gaz był wyjątkowo tani. Przez ostatni rok podrożał jednak o 80 proc. Dodatkowo okazało się także, że więcej kosztować będzie cała inwestycja – zwraca uwagę Krystian Brymora, analityk BDM.

Ceny propylenu, który jest surowcem wykorzystywanym przez przemysł chemiczny do wytwarzania związków organicznych, takich jak alkohole OXO czy polipropylen, poszły w ostatnim roku w górę jedynie o 15 proc. Według najnowszych szacunków Azotów projekt kosztować będzie ponad 2,6 mld zł. Kalkulacje sprzed dwóch lat mówiły o wydatkach rzędu 1,7 mld zł. Jak wyjaśnia spółka, różnica wynika przede wszystkim stąd, że teraz pod uwagę wzięto całość kosztów, a nie tylko bezpośrednie nakłady na budowę fabryki. Azoty zastrzegają jednak, że ostateczna wartość nakładów będzie znana po zakończeniu prac nad dokumentacją projektową i wybraniu wykonawcy. Firma zdradziła formułę finansowania inwestycji: 30 proc. pochodzić będzie ze środków własnych, 70 proc. stanowić mają obligacje. Pomoc w przedsięwzięciu zadeklarował Polski Fundusz Rozwoju, powołany m.in. do wspierania tego typu inwestycji.

Jak ocenia Krystian Brymora, planowane nakłady inwestycyjne nie przekraczają możliwości finansowych Azotów. Koncern będzie w stanie zrealizować projekt samodzielnie, choć pojawiały się spekulacje, że do inwestycji przyłączy się PGNiG. Gazowy monopolista, także kontrolowany przez państwo, dostarcza Azotom surowiec do produkcji, a jednocześnie dysponuje odpowiednimi nadwyżkami finansowymi.

Ostatnie decyzje Azotów pokazują, że realizacja inwestycji, w efekcie której powstanie 200 nowych miejsc pracy, nie jest zagrożona. Police wspólnie z Azotami dokapitalizowały PDH kwotą 68 mln zł, co oznacza, że na cały projekt grupa kapitałowa wyłożyła już niemal 130 mln zł. Podpisana została także umowa, na mocy której całość produkcji PDH przez przynajmniej 7 lat od uruchomienia fabryki będą odbierać zakłady w Kętrzynie. To inna firma z grupy Azoty. Kędzierzyn na własne potrzeby będzie zużywał mniej więcej połowę z planowanej na 427 tys. ton rocznie produkcji, reszta trafi przede wszystkim na eksport.

Prawdopodobnie w marcu ogłoszony zostanie przetarg na wykonawcę inwestycji. Na marzec zaplanowana jest publikacja raportu finansowego za 2016 r., a nowy zarząd przedstawi zmodyfikowaną strategię rozwoju Azotów na najbliższe lata. Być może zmiany dotyczyć będą także inwestycji realizowanej przez PDH.

– Nie wykluczyłbym, że ostatecznie w Policach powstanie fabryka polipropylenu, a nie propylenu. Różnica jest istotna – polipropylen jest produktem końcowym, z którego wytwarza się na przykład opakowania. Łatwiej go sprzedać na rynku niż sam propylen – ocenia Krystian Brymora.