Czasami dywersyfikacja nie pomaga. W tym roku wystraszeni inwestorzy zaczęli unikać ryzyka, wyprzedawali ryzykowne aktywa, preferując bezpieczeństwo obligacji rządowych, które dzięki temu pokazały najlepsze wyniki spośród wszystkich klas aktywów.

Czy jest to argument przeciw dywersyfikacji? Wcale nie. W czasach globalnego kryzysu normalne zasady przestają obowiązywać, a czynniki fundamentalne są ignorowane. Ale dziać się może tak tylko przez pewien czas. Jak już kurz opadnie, inwestorzy znowu będą racjonalnie podejmować decyzje.

Weźmy za przykład Indonezję. Największy kraj w południowo-wschodniej Azji, z szybko rozwijającą się gospodarką, który kieruje do Stanów Zjednoczonych tylko 11 proc. swojego eksportu. Wydawałoby się, że powinien on uniknąć większości zamieszania, które dotknęło globalne rynki akcji. Ale nie, akcje na indonezyjskiej giełdzie straciły w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2008 r. prawie 65 proc.

Sytuacja fundamentalna nie dostarcza powodów do takiego spadku. Wzrost gospodarczy utrzymuje się na wysokim poziomie, sprzedaż samochodów w październiku wzrosła o 50 proc. w porównaniu z rokiem 2007. Zaufanie konsumenckie - w odróżnieniu od reszty świata - nawet rośnie. Indonezja nie jest zbyt zależna od spowolnienia gospodarczego na świecie. Jej eksport to tanie dobra, które powinny być mniej dotknięte niż drogie produkty. System bankowy jest w dobrym stanie, banki mają dostateczną płynność i nie ponoszą ryzyka związanego z egzotycznymi instrumentami. Dodatkowo rząd planuje zwiększyć wydatki pod koniec roku.

W tak trudnych czasach trzeba wykazać się odwagą i zdolnością przewidywania. Czy otwarta gospodarka Indonezji, posiadająca zdrowy system bankowy, skorzysta z luźniejszej polityki monetarnej i fiskalnej, która zaczyna dominować na całym świecie? Czy zamiast szukać, gdzie można było zarobić najwięcej w ciągu ostatnich trzech, sześciu miesięcy, nie powinniśmy może zastanowić się, gdzie kryzys się skończy najwcześniej i które rynki odbiją się pierwsze?