Rządowy „Program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej na lata 2016–2019” traktowany jest przez samorządowców jako nieformalna kontynuacja słynnego projektu schetynówek, odnoszącego się do modernizacji dróg lokalnych.

Plan zakłada, że co roku rezerwa budżetowa na dotacje dla samorządów wyniesie maksymalnie miliard złotych (czyli budżet całego programu to 4 mld zł). W praktyce jest nieco inaczej. W ubiegłym roku samorządy miały do dyspozycji kwotę 800 mln zł. W tym roku miał być okrągły miliard, jednak rząd zdecydował o utrzymaniu zeszłorocznego poziomu (200 mln zł potrzebne było bardziej na rozruszanie programu Mieszkanie Plus).

Nie ma na remonty

Te finansowe zawirowania wzbudziły niezadowolenie lokalnych władz, które jednak – tak jak w poprzednich latach – aplikowały o środki. Ale w ostatnim czasie pojawiają się coraz poważniejsze wątpliwości, czy cele programu zostały właściwie zdefiniowane.

– Konieczność spełniania kryteriów, ze względu na konkursowy charakter przydzielania środków, wymusza realizację zadań nie zawsze tam, gdzie jest to najbardziej niezbędne – twierdzi konwent powiatów woj. kujawsko-pomorskiego. Starostowie wskazują, że jest wiele odcinków dróg, na które nie da się uzyskać dofinansowania, bo nigdy nie spełnią one ustalonych kryteriów (infografika). Program ponadto nie jest odpowiedzią na największe bolączki dróg lokalnych, czyli utrzymanie istniejącej już infrastruktury. – Ponosimy koszty przygotowania projektów pod kątem spełniania wymogów konkursowych, a nie ratujemy tego, co trzeba. Należy stosować proste technologie w celu utrzymania istniejącej sieci dróg bez mnożenia kosztów. Obecny program nie daje możliwości remontowania dróg, a stawia jedynie na budowę i przebudowę – kwitują powiaty z woj. kujawsko-pomorskiego. Podobne zarzuty słychać ze strony innych samorządów z całej Polski.

Co na te zarzuty odpowiada Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB). Przypomina, że szczegółowe warunki i tryb udzielania dotacji reguluje rozporządzenie w sprawie udzielania dotacji celowych dla jednostek samorządu terytorialnego na przebudowę, budowę i remonty dróg powiatowych oraz gminnych. – Wnioskodawca wybiera jeden z dwóch wskazanych wzorów wniosków: „R-wniosek” dla zadań określonych jako remont drogi i „PRB-wniosek” dla zadań określonych jako przebudowa, rozbudowa lub budowa drogi – wyjaśnia MIB.

Tym samym wydawałoby się, że zarzuty padające ze strony starostów są chybione. Ale po chwili MIB sam przyznaje, że – co do zasady – program ma na celu rozwój i poprawę bezpieczeństwa. – Z punktu widzenia jego celów, wyżej punktowane są budowa, rozbudowa i przebudowa dróg zgodnie z obowiązującymi parametrami technicznymi, a nie zadania, które polegają wyłącznie na remoncie stanu istniejącego – wskazuje resort.

Będzie przegląd

Wygląda jednak na to, że krytyczne głosy ze strony lokalnych władz dały ministerstwu powody do myślenia. – W pierwszym kwartale 2017 r., w oparciu o doświadczenia z naboru wniosków na lata 2016 i 2017 oraz realizacji programu w 2016 r., planowana jest analiza jego funkcjonowania pod kątem ewentualnych modyfikacji – przyznaje w rozmowie z nami MIB. Jaki będzie zakres tych analiz oraz kierunek zmian – na razie nie wiadomo.

Ale kujawsko-pomorscy starostowie mają już swoje propozycje. Gdyby choćby częściowo spotkały się z akceptacją resortu, byłaby to spora rewolucja. Pomysł zakłada bowiem odejście od formuły konkursowej i zastąpienie jej prostym mechanizmem dotacji celowej dla każdego samorządu z osobna, wraz z określeniem, na co pieniądze te będzie można wydać (zadania ściśle związane z nawierzchniami dróg; inne rzeczy takie jak chodniki, oświetlenie, ścieżki rowerowe byłyby finansowane z lokalnych budżetów). Propozycja zakłada, że każdy z 314 powiatów ziemskich mógłby liczyć na dotację wynoszącą 1,5 mln zł. Z kolei gminy wiejskie (1559 jednostek) i miejsko-wiejskie (616) otrzymywałyby po 250 tys. zł. Łącznie dawałoby to nieco ponad 1 mld zł. – Nie jest to pula środków znacząco większa niż planowana na ten cel obecnie – wskazują powiaty, choć jednocześnie zaznaczają, że tak naprawdę na program trzeba byłoby przeznaczyć nie jeden, ale aż trzy miliardy złotych rocznie.

MIB wprost nie skomentował tych propozycji. Co więcej, w samych samorządach pojawiają się wątpliwości. Na przykład Marek Wójcik, były wiceminister administracji i cyfryzacji, a obecnie ekspert Związku Miast Polskich, nie jest entuzjastą pomysłu kujawsko-pomorskich starostów. – To nie są programy wieloletnie, lecz rozpisane na okresy zaledwie 3–4 lat. Kolejne zmiany, zwłaszcza w trakcie realizacji projektów, niespecjalnie im służą – uważa.

Najczęściej jednak owe rewolucje dotyczyły aspektów finansowych. Nie tylko obecny rząd postanowił uszczknąć coś z rocznego budżetu programu. W 2013 roku gabinet PO-PSL zabrał z lokalnych dróg aż 750 mln zł, aby łatać dziurę budżetową. Potem zwiększył te fundusze, przekazując do programu pieniądze odebrane Lasom Państwowym. Chwilę później, w 2014 r., premier Donald Tusk obiecał matkom opiekującym się niepełnosprawnymi dziećmi wzrost świadczeń. Wtedy z programu zabrano 200 mln zł. – Kolejne rządy traktują program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej jak rezerwę. Gdy tylko brakuje na coś środków, zabierają z niego pieniądze – podsumowują samorządowcy. ⒸⓅ