Jiangxi Special Electric Motor produkuje już w Państwie Środka elektryczne auta wymyślone przez duński klaster energetyczny Insero i planuje rozwijać swoją działalność – jest bowiem właścicielem kopalni litu niezbędnego do produkcji baterii. Spółka ma 100 autoryzowanych dilerów, głównie w Azji, i chwali się sprzedażą swoich pojazdów w ponad 50 krajach na świecie.

Jeśli dojdzie do planowanej inwestycji pod Warszawą, wpisze się ona idealnie w ogłoszony niedawno plan elektromobilności, wspierany przez resort rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Zakłada on nie tylko budowę aut elektrycznych w kraju (nad polskim autem elektrycznym pracuje powołana przez koncerny energetyczne spółka ElectroMobility Poland), ale również stworzenie rynku elektrobusów, które miałyby zastąpić tradycyjną komunikację miejską.

Chińskie plany współgrają też z gospodarczą strategią rządu PiS – otwarcia na Azję, w tym także Państwo Środka. Pomysł Chińczyków na budowę fabryki aut elektrycznych to niejedyna planowana inwestycja zagraniczna w elektromobilność w Polsce. Jak już pisaliśmy w DGP, w system infrastruktury ładowarek do aut elektrycznych chce zainwestować m.in. duński Insero.

– Sporo chińskich firm chce produkować auta elektryczne, bo ten rynek ma potencjał – mówi DGP Marek Frydrych, który reprezentował przez wiele lat część chińskich inwestorów w Polsce (m.in. COVEC, który nie poradził sobie z budową u nas autostrad). W Chinach produkcja aut elektrycznych to ok. 100 tys. rocznie, ale już w roku 2020 ma przekroczyć 1 mln pojazdów. Po polskich drogach za 10 lat ma jeździć ich właśnie tyle. Nasz rozmówca studzi jednak nieco zapał wobec kapitału zza wielkiego muru. – Biorąc pod uwagę spadek wartości juana, trzeba brać poprawkę na chińskie inwestycje zagraniczne. Procedury decyzyjne bardzo się tam teraz wydłużają. Wiele projektów musi być akceptowanych nawet na szczeblu centralnym – ostrzega Frydrych.

Na razie jednak zagraniczna ekspansja Chin wydaje się zupełnie niezagrożona.

Jak informował Obserwator Finansowy, Chiny gotowe są wydatkować na cele OBOR do 3 bln dol. To niemal tyle, ile wynoszą całe chińskie rezerwy walutowe (ponad 3,3 bln dol.). OBOR to skrót od nazwy chińskiego projektu z 2013 r. „one belt, one road” (jeden szlak, jedna droga), czyli Nowego Jedwabnego Szlaku do Europy. Inwestycje finansować mają China Development Bank oraz Export Import Bank of China oraz Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB).

Ubiegłoroczna wizyta w Warszawie chińskiego prezydenta Xi Jinpinga i podpisanie z prezydentem Andrzejem Dudą strategicznego porozumienia o partnerstwie (wcześniej porozumienia o współpracy z Pekinem podpisywali prezydenci Komorowski i Kwaśniewski) spowodowała m.in. deklaracje Pekinu dotyczące nowych kontraktów, ale i rozwoju energetyki i górnictwa (Chiny są największym producentem węgla kamiennego na świecie, Polska największym jego producentem w UE). Pojawiło się więcej połączeń lotniczych z Państwem Środka (oprócz LOT-u także Air China lata do Warszawy), pociągi cargo kursują na trasie Łódź – Chengdu (od tego roku ma być ich 1000 rocznie w porównaniu z 400 w 2016 r.), wożąc do Chin m.in. nasze mleko w proszku, drób i jabłka. Tamtejszy gigant China Coal podpisał w 2016 r. umowę z australijskim Prairie Mining o współpracy przy budowie kopalni węgla kamiennego Jan Karski na Lubelszczyźnie. Chińskie konsorcjum starało się też o przejęcie Elektrowni Połaniec od francuskiego Engie, jednak wyścig o tę siłownię wygrała Enea.

Na Pomorzu firma Pinggao z grupy State Grid Corporation of China wygrała przetargi na modernizację i budowę sieci przesyłowych za 600 mln zł, a spółka Sinohydro (wykonawca zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy, a jednocześnie firma, przez którą jedna trzecia inwestycji przeciwpowodziowych Wrocławskiego Węzła Wodnego nie została ukończona w terminie w 2015 r.) za 155 mln zł ma zbudować 70-km odcinek sieci elektrycznej Lublin – Chełm.

Wydaje się, że spektakularna porażka COVEC sprzed kilku lat przy budowie odcinka autostrady A2 powoli zostaje zapomniana – i to po obydwu stronach ówczesnego sporu, tym bardziej że azjatycki partner poszedł na ugodę i honorowo zapłacił należne Polsce odszkodowania i gwarancje).